Komórki somatyczne u krów

Od wielu lat hodowcy podnoszą wydajność mleka, by poprawić swoją sytuację finansową, zakłady mleczarskie co raz to oferują nowe produkty, by znaleźć nowe rynki zbytu i nowego klienta, a klient chce towaru wysokiej jakości w dobrej cenie. Czy te trzy działania mają ze sobą coś wspólnego?

Na pierwszy rzut oka nie, ale w praktyce są to połączone naczynia.
Kiedy następował rozwój mleczarstwa podstawowym parametrem skupu była zawartość tłuszczu w mleku oraz świeżość mleka. Zapewne wielu starszych hodowców pamięta w zlewniach wirówki Gerbera i pistolety alizarolowe jako podstawowe narzędzia przyjęcia mleka. Czasami za pomocą gęstościomierza (laktodensymetru) sprawdzano czy mleko ma właściwy ciężar co świadczyło  o zafałszowaniu mleka wodą.  Nikt nie słyszał o komórkach somatycznych. Z biegiem lat zaczęto kontrolować zawartość białka w mleku, szczególnie przydatnego w serowarstwie. Później wprowadzono krioskop i badanie punktu zamarzania (zastąpiło gęstościomierz). I wreszcie przyszła pora na komórki somatyczne (określone w PN w 1968 roku, a od roku 2004 zgodnie z  prawem unijnym – rozporządzenie PE nr 853 z 2004 r. nastąpiła konieczność oznaczania próby.) . Do dziś jednak wielu z hodowców nie za bardzo rozumie, co to są komórki somatyczne i czemu kiedyś mleko było dobre, a dziś nie. Hodowcy mający stada pod kontrolą wiedzą o swoich krowach dużo. Ci, którzy nie prowadzą próbnych udoi, są pozbawieni tej wiedzy, a poziom komórek   jest  jednym z najbardziej wartościowych parametrów informujący o zdrowiu zwierząt.

 Co to są właściwie te komórki somatyczne, zwane także wegetatywnymi?

Jednoznacznie jest to trudno wytłumaczyć, a terminy naukowe dla wielu są obce. Niemniej jednak, każdy producent mleka widząc wyniki komórek somatycznych w próbie mleka zbliżający się do 400 tysięcy zaczyna „działać”.
Żeby to najprościej wytłumaczyć (według mojego zdania) komórki somatyczne to  wszystko to, co  w mleku nie jest tłuszczem, białkiem, cukrem. To wszystko to, z czego nie można zrobić sera, masła, śmietany. A więc co to? Przede wszystkim zużyte komórki pęcherzyków mlecznych, które podczas doju pękają – ich drobiny są usuwane wraz z mlekiem – dlatego też nie ma krów produkujących mleko, które by miały zero komórek somatycznych. Komórki somatyczne to także martwe komórki układu odpornościowego ( naszego wewnętrznego obrońcy), takie jak limfocyty, granulocyty i makrofagi. Komórkami somatycznymi nie są tylko komórki rozrodcze (czyli gamety).

Skąd się one biorą?

W organizmie w układzie odpornościowym krąży „cała armia” ciał odpornościowych. W trakcie jakiejkolwiek infekcji wkraczają one do akcji i zwalczają  zagrożenie. Niestety, podczas tej walki giną i wraz z krwią przepływającą przez wymię, docierają do pęcherzyków mlekotwórczych, z których w czasie udoju przedostają się do mleka udojonego. Czym większa infekcja, tym więcej „żołnierzy” bierze udział w tej walce i więcej ich ginie, a tym samym więcej jest ich w mleku wydojonym.

Co ma wpływ na poziom komórek somatycznych w mleku?

Jest tu wiele czynników: środowiskowych, żywieniowych, fizjologicznych, higienicznych czy genetycznych. Ważnym czynnikiem jest także ogólne zdrowie krowy. Infekcje bakteryjne czy wirusowe związane z ogólnym stanem zdrowia. Problemy poporodowe związane z endometriami (stany zapalne macicy), także wpływają na poziom komórek somatycznych.
Do czynników środowiskowych, mających największy wpływ na poziom „somatyków”, są przede wszystkim warunki utrzymania – dziś tak ładnie zwane dobrostanem. Często także pora roku w zależności od systemu utrzymania ma także wpływ na ich poziom .
Wśród czynników fizjologicznych najważniejsze zdają się wiek zwierzęcia i stadium laktacji. Zauważalne jest fizjologiczne podwyższenie liczby komórek somatycznych w późnych okresach laktacji. Często podwyższone miano jest także w pierwszych i ostatnich strugach mleka. Każda kolejna laktacja także powoduje zwiększenie liczby komórek somatycznych, często o kilka lub kilkanaście procent. Należy jednak stwierdzić, że są one marginalne w porównaniu ze zmianami spowodowanymi przez inne czynniki.
Czynniki żywieniowe mające największe znaczenie to właściwy zbiór i  przechowywanie pasz oraz ściółki. Głównie chodzi o zagrożenie skażeniami mykotoksynami spowodowanymi niewłaściwym zbiorem i konserwacją pasz.  Czynniki higieniczne to prawidłowe postępowanie przed i po doju, a więc prawidłowa higiena przed i poudojowa, właściwy dój (sprawność urządzeń udojowych, technika doju). Pozostają jeszcze czynniki genetyczne, ale ten czynnik dzisiaj staje się najmniej „somatykotwórczy”, gdyż z hodowli usuwa się buhaje przekazujące cechę podatności na mastitis.
Na koniec najważniejszym czynnikiem są infekcje, na które są narażone zwierzęta. Dzisiejszą krowę, z której uczyniliśmy fabrykę mleka, można porównać do sportowca wyczynowego. Tylko, że sportowiec ma całą armię lekarzy, dietetyków, rehabilitantów, a krowa ma najczęściej tylko swojego hodowcę, który w natłoku prac często zapomina o indywidualnych potrzebach pojedynczych sztuk. Dopiero konieczność wezwania lekarza weterynarii przypomina mu o tym, że coś przeoczył.
Każda choroba krowy powoduje fizjologiczną inicjację zwalczenia choroby „własnymi sposobami”. Do akcji wkraczają białe ciałka krwi, a właściwie ich część, limfocyty, próbujące zwalczyć infekcję.
W zależności od poziomu infekcji różna ilość przeciwciał jest zaawansowana  i różna ich ilość potem przejawia się w mleku.
Trzeba też sobie uzmysłowić, że podwyższony poziom komórek somatycznych WCALE nie musi świadczyć o zapaleniu wymienia, które najczęściej spowodowane jest zewnętrznymi infekcjami wymienia. W momencie, gdy do wymienia wnika bakteria wywołująca zapalenie wymienia, neutrofile (granulocyty) zaczynają napływać do miejsca zakażenia z otaczających tkanek oraz krwiobiegu i to właśnie one dominują w składzie i zwiększają liczbę komórek somatycznych mleka chorej na mastitis krowy. Neutrofile wykrywają i eliminują poprzez specyficzne mechanizmy bakterie odpowiedzialne za rozwój infekcji.

 Jaka jest więc rola komórek somatycznych w wymieniu?

Nie można jednoznacznie stwierdzić, że jest to rola ważna jedynie w trakcie infekcji, gdyż komórki znajdują się i w zdrowym gruczole, spełniając w nim rolę ochronną. Różne gatunki drobnoustrojów wymagają odpowiedzi immunologicznej różnego typu. Np. E. coli produkuje i wydziela do wymienia swoją toksynę już w kilka godzin po wniknięciu bakterii do gruczołu. Napływ neutrofilów do gruczołu odbywa się zbyt późno, konieczna jest uprzednia obecność komórek odpornościowych w mleku, która umożliwi szybką reakcję organizmu na równie szybko rozwijającą się infekcję.

Jak więc zwalczać czy też obniżać poziom komórek somatycznych?

W związku z tym, że w przeważającej ilości podwyższonych komórek somatycznych w próbie mleka to niestety różne postacie mastitis pierwszą czynnością jest zlokalizowanie w której ćwiartce wymienia doszło do podwyższenia. Służy do tego TOK (Terenowy Odczyn Komórkowy -próba z płynem diagnostycznym ) w której obecny w płynie  detergent – laurylosiarczan sodowy, reaguje z DNA leukocytów, co powoduje pojawienie się skłaczenia (przy niższej liczbie leukocytów) lub zgęstnienie i ześluzowacenie próbki (przy wysokim poziomie leukocytów). Drugi składnik płynu – purpura bromokrezolowa zmienia swe zabarwienie w zależności od pH mleka.Próbę tę może wykonać bezpośrednio każdy hodowca. Inny sposobem, niestety laboratoryjnym, jest próba Whiteside’a (w której stwierdza się czy mleko ma podwyższoną liczbę komórek somatycznych a jeśli tak, to w środowisku silnie zasadowym ulega ścięciu wywołanemu przez jądra leukocytów, białko leukocytów i fibrynogen).
Stwierdzenie czy podwyższony poziom komórek somatycznych ma przyczynę w zakażeniu bakteryjnym można wykonać metodami opornościowymi. Zmianom zapalnym towarzyszy wzrost ilości soli w mleku, co powoduje zmianę jego oporności. Zasadę tę uważa się za najpewniejszy test. Dziś można ją wykonać bez konieczności wizyty w laboratorium. Na rynku znajdują się już elektroniczne urządzenia pozwalające stwierdzić wzrost oporności mleka, a przez to czy podwyższony poziom komórek ma przyczynę w mastitis czy też jest to spowodowane inną przyczyną.
Co więc zrobić kiedy jest wysoki poziom komórek somatycznych, a wszelkie wykonane próby wskazują, że to nie mastitis?
Drugim czynnikiem mającym wysoki wpływ na ich poziom to żywienie.
Poważnym błędem, który często umyka kontroli jest jakość zadawanych pasz. Tu jest jeszcze wiele do poprawienia. W czym najczęściej tkwi problem? W skażeniu pasz i ściółki mykotoksynami. Co to są mykotoksyny? Jest to produkt wtórnej przemiany materii zachodzącej w organizmach grzybów, podczas ich wzrostu na substancjach roślinnych lub innych związkach organicznych.
Skażenia pasz mykotoksynami pozostawało zbyt długo niezauważane i  niedoceniane. Dopiero problemy w stadach o wysokich wydajnościach uwidoczniły, jak duże zdrowotne i ekonomiczne straty mogą być wywołane przez grzyby pleśniowe. Przez wiele lat uważano, że przeżuwacze są gatunkiem zwierząt odpornym na działanie mykotoksyn, gdyż mikroorganizmy żwacza mają zdolność do degradacji tych związków, a środowisko silnie kwaśne w trawieńcu zabija je. To prawda, że żwacz dla toksyn grzybowych jest swego rodzaju barierą odtruwającą, jednak nie wszystkie mykotoksyny są zamieniane w nim na mniej toksyczne produkty przemiany materii i wydzielane poprzez mocz. Sam proces degradacji mykotoksyn, dostarczonych z paszami, odbywa się kosztem mikroflory bakteryjnej i pierwotniaków znajdującej się w żwaczu, które przy nadmiernym obciążeniu mykotoksynami stają się na nie wrażliwe. Nasilają się problemy związane ze spadkiem wydajności, stopniem odporności na mastitis, chorobami metabolicznymi, osłabieniem funkcji rozrodczych. Jeżeli już nauczyliśmy się karmić krowy mleczne, często mamy problemy z żywieniem młodzieży a szczególnie jałówek hodowlanych bo to najczęściej jałówki otrzymują kiszonki gorszej jakości, które zostały wycofane z żywienia krów wysokowydajnych ze względu na ich gorszą jakość. Jak mówi dr Zbigniew Lach z OHZ Osięciny: „jałówka to nie śmietnik”.
Leczenie chemioterapeutykami w przypadku zatruć mykotoksynami jest niestety nieskuteczne.
Jest wiele produktów na rynku pasz i dodatków paszowych pozwalających ograniczyć skażenie mykotoksynami, które powinny być zastosowane w przypadku podejrzenia skażenia pasz.  Ocena poziomu skażeń mykotoksynami  pasz  jest trudne, gdyż najczęściej występują one ogniskowo i pobrana próba paszy do analizy wcale nie musi być skażona, gdyż nie natrafiliśmy na jej ognisko.
Jeżeli już mamy podejrzenie, że skarmiane pasze mogą być skażone mykotoksynami to jedynym, miarodajnym sposobem jest poddanie analizie surowicy krwi na ich obecność. Problem to jego cena i często dlatego jest to bariera do ich wykonywania.
Każde analizy pasz wykonywane na zawartość mykotoksyn wykonywane rutynowymi metodami diagnostycznymi są obarczone dużym błędem i są mało miarodajne.
Pamiętać należy, że w procesie kiszenia ginie znaczna część zarodników grzybów oraz następuje redukcja aktywności mykotoksyn. Tu właściwe zakiszanie jest bardzo ważne ( ale o procesie zakiszania w innym serwisie). Jak więc ustrzec się skażeń pasz innymi sposobami?
Należy przede wszystkim prowadzić zabiegi prewencyjne, zaczynając od pola, a kończąc na gotowej paszy. Zaczynając od  właściwej agrotechniki, wzrostu roślin i ochrony fungicydowej, poprzez zbiór, konserwację, przechowywanie do wybierania pasz z silosu. Wbrew pozorom nie są to łatwe działania, gdyż na wzrost grzybów mają duży wpływ  czynniki niezależne od człowieka, takie jak warunki pogodowe. My, rolnicy, pracujemy wszak „pod chmurką”.

Jakie mamy najważniejsze mykotoksyny w paszach dla bydła?

Zearalenon

Jest to metabolit grzybów tworzonych również na polu przez szereg gatunków Fusarium szczególnie w kolbach kukurydzy przy wysokiej wilgotności i temperaturze otoczenia. Objawy kliniczne występujące po spożyciu  skażonej paszy zawierającej zearalenon, to głównie obniżona płodność (działa trzy razy silniej od estrogenu), brak apetytu, zmniejszenie wydajności mlecznej, opuchnięcie zewnętrznych narządów płciowych. U zwierząt z objawami zatrucia występuje także przedłużona ruja, objawy zapalenia lub wypadania pochwy i zakłócenia gospodarki hormonalnej. Często mimo wyeliminowania skażone paszy z dawki przez długi czas utrzymuje się stężenie toksyczności przez kumulowanie pochodnych tej mykotoksyny w woreczku żółciowym.

Aflatoksyna

Toksyna tworzona przez gatunki grzybów z rodzaju Aspergillus (A.flavus i A. parasiticus). Objawami zatrucia aflatoksyną jest redukcja poziomu wzrostu, spadek mleczności, brak apetytu, obniżenie odporności, uszkodzenie wątroby, u cieląt suchość w nosie, szorstkie błony i sierść, bóle jamy ustnej oraz biegunka ze sporadyczną ilością krwi. Skażenie pasz aflatoksynami może być szkodliwe także dla ludzi, gdyż w wątrobie metabolizowane są do pochodnej aflatoksyny M1 i kumulowane w mleku.

 

Womitoksyna

(Znane w skrócie jako DON) będąca metabolitami  grzybów z gatunku Fusarium (F.roseum, F.graminearumi, F.culmorum). DON ulega w żwaczu częściowej degradacji, jednak przekroczenie stężenie powyżej 1 mg/kg paszy może wywołać ograniczenia pobierania paszy i obniżenie przyrostów. Przy dłuższym utrzymywanie się skażenia pogarsza się jakość mięsa wołowego. Bardzo niebezpieczne jest zatrucie DON młodych zwierząt, które skutkuje mniejszą żernością, osłabieniem systemu immunologicznego, zapaleniem śluzówki warg, języka i gardła, owrzodzeniem pyska z nadmiernym ślinieniem.  Zjadanie skażonej paszy może być niezauważalne nawet do 5-6 dnia, przy dłuższym spożywaniu skażonej paszy może dochodzić do upadków.

Ochratoksyna

Zatrucia tą  mykotoksyną jest szczególnie groźne u młodych zwierząt (i u monogastrycznych), gdyż u dorosłych zwierząt jest ona metabolizowana do ochratoksyny α i fenyloalaniny przez mikroflorę żwacza. Objawami zatrucia są zwiększenie wydalania moczu, spadek przyrostu masy ciała oraz utrata płynów ustrojowych.

Po stwierdzeniu  zatrucia mykotoksynami (a często jest to dość długi okres), w organizmach zwierząt może już dojść do szeregu nieodwracalnych zmian powstałych w wyniku  chronicznych zatruć powodowanych przez ciągłe pobieranie małych ilości trucizn. Skutków nie da się już najczęściej odwrócić, gdyż leczenie tego rodzaju zatruć u przeżuwaczy nie jest możliwe.
Jednym ze sposobów walki ze skażeniami mykotoksynami, poza agrotechnicznymi metodami,  jest prewencja oraz stosowanie środków eliminujących, bądź ograniczających skutki ich oddziaływania. Jedną z metod ograniczenia ich wpływu  w żwaczu jest stosowanie biologicznych (np. metabolity drożdży) lub chemicznych (np. związki glinokrzemianów) absorbentów, które działają szybko i w szerokim spektrum pH. Jednak to największy wpływ na ich zawartość ma sam hodowca, który powinien zwrócić uwagę na przygotowanie kiszonek i pasz, by ryzyko zatrucia było jak najmniejsze.
Pozostałe czynniki wpływające na poziom komórek somatycznych w mleku są w zasięgu hodowcy, a są to prawidłowa higiena doju, dobór odpowiedniej genetyki, zapewnienie właściwych warunków zootechnicznych.
Określenie, właściwych czy też odpowiednich, warunków jest trudne do opisania gdyż dla różnych warunków odchowu i utrzymania  optymalność i właściwość jest inna. Jeżeli to będzie stary, adoptowany budynek to warunki dla niego będą całkowicie inne niż dla nowo wybudowanego obiektu wolnostanowiskowego. Optymalność to właściwa wymiana powietrza, właściwe oświetlenie ( stosunek powierzchni okien do powierzchni podłogi), właściwa powierzchnia legowiskowa i spacerowa, odpowiednia szerokość stołu paszowego itp.
Dla każdego obiektu i sposobu prowadzenia chowu ta optymalność i właściwość jest inna. Niemniej jednak trzeba spełniać pewne minima zapewnienia właściwych warunków.
Prawidłowa ( czy też odpowiednia) higiena doju to stosowanie higieny przed i po udojowej. Tu są różne szkoły co do stosowania mycia i higieny przed udojowej. Jedni proponują dippingi (kąpiel zanurzeniowa strzyków) pianowe i ręczniczki jednorazowe, inni jednorazowe ściereczki nasączone środkiem bakteriobójczym i pielęgnującym, inni natomiast wielorazowego użytku ściereczki z zasadą „jedna ścierka, jedna krowa”. Nie proponuje się natomiast doju bez któregoś ze sposobów pielęgnacji przedudojowej ( a każdy jest dobry jak spełnia zadanie). Po udoju należy stosować dipping poudojowy oparty o któryś z ogólnie dostępnych środków. Który ze środków wybrać to już jest domena hodowcy. To tak jak z kremem Nivea u ludzi. Dla jednych to najlepszy i jedyny krem a dla drugich jego stosowanie doprowadza do różnego rodzaju alergii. Musimy jako hodowcy wybrać najodpowiedniejszy produkt, często metodą prób i błędów.
Pamiętam ze szkoły średnie podejście jednego z moich nauczycieli do słów „właściwe i odpowiednie”. Użycie ich w odpowiedzi zawsze skutkowało pałą. I dziś muszę mu przyznać rację. Nie ma jednego pojęcia dla odpowiednich i właściwych warunków środowiskowych.

Czynnikiem obniżającym poziom komórek somatycznych to także właściwa genetyka. Obecnie każda szanująca się spółka inseminacyjna podaje w swoich katalogach indeks komórek somatycznych, czyli zdolność do przekazywania cech odpornościowych przez buhaja. Jest to jeden ze sposobów doskonalenia stada. Poprzez nasze działania wpływamy na osobowość następnego  pokolenia. A co to jest osobowość? Jest to ogół cech psychicznych i psychofizycznych jednostki  dotyczących jej zachowań modyfikowanych pod wpływem doświadczeń i edukacji. Osobowość stanowi o wyjątkowości, niepowtarzalności jednostki, będąc wynikiem ciągłego oddziaływania czynników dziedzicznych ze środowiskiem. Pod wpływem przekazu genetycznego i oddziaływania środowiska zewnętrznego osobowość często ulega zmianie. Osobowość – obok środowiska – w decydującym stopniu wpływa na myślenie i działanie. Jest ona „konstruktorem” biografii każdego osobnika. Dlatego też dwa spokrewnione osobniki urodzone w tym samym miejscu ale odchowywane w różnych warunkach będą w ostateczności się znacznie różniły od siebie w wieku dojrzałym.

Na temat komórek somatycznych napisano i powiedziano już wiele i prawdopodobnie wiele jeszcze będzie napisane i powiedziane. Niemniej tym artykułem chciałem zwrócić uwagę na „punkty zapalne” i zapalić światełko  „na drodze”, które pomoże w rozwiązaniu tego problemu.

Dr Inż. Tomasz Soukup

W następnych serwisach o odchowie młodzieży.  Zapraszamy

Choroby krów – KWASICA

Uzyskiwanie wysokich wydajności mlecznych możliwe jest tylko i wyłącznie przy zapewnieniu właściwej ilości składników pokarmowych w dawce. Ale nie możemy w nieskończoność dodawać poszczególnych składników,  gdyż krowa ich po prostu nie zje. Konieczne staje się skoncentrowanie dawki pokarmowej, a możliwe to jest tylko i wyłącznie poprzez dodatek pasz treściwych ( śruty zbożowe, śruty poekstarkcyjne i makuchy, pasze z przemysłu rolno-spożywczego itp). Bardzo ważnym wyznacznikiem jest to, by ilość suchej masy z pasz treściwych nie przekraczała połowy suchej masy całej dawki. Dlaczego? Bo prowadzi to w prostej drodze do kwasicy.

Co to jest KWASICA i przyczyny jej występowania

Jest to najpopularniejsze schorzenie przewodu pokarmowego krów mlecznych, którego bezpośrednią przyczyną jest żywienie zwiększoną, ponad dopuszczalną normę, ilością pasz o bardzo wysokiej koncentracji łatwo strawnych węglowodanów pochodzących głównie z ziaren zbóż i mieszanek pasz treściwych sporządzanych na ich bazie, wytłoczyn owocowych, buraków cukrowych.

Kwasicę mogą także wywołać zbyt drobno pocięte pasze objętościowe, za duże ilości skarmianych mieszanek jednorazowo ( zalecana dawka pasz treściwych na 1 odpas to 2-2,5 kg) czy też zbyt gwałtowne zmiany pasz bez przyzwyczajenia organizmu do ich trawienia.

Główną jednak przyczyną jest konieczność pokrycia wysokiego zapotrzebowania na energię krów w okresie okołoporodowym . Często także w przypadku niedoborów pasz, a szczególnie kiszonki z kukurydzy, zastępowanie jej nadmiernymi ilościami pasz treściwych.  Zbyt mało efektywnego włókna w dawce, nadmierne rozdrobnienie pasz – a przez to brak właściwej struktury powoduje zbyt małe ślinienie, a ślina jest najbardziej naturalnym buforem treści żwacza.

Jak rozpoznać KWASICĘ?

Występowanie kwasicy można rozpoznać po przeprowadzeniu wywiadu. Pierwszym objawem jest nienaturalnie niski poziom tłuszczu w mleku- poniżej 3,5% a czasami i poniżej 3,2%. ( w zależności od normalnego poziomu tłuszczu w mleku). Krowy tracą apetyt, stają się apatyczne. Często krowy kładą się i wstają, zgrzytają zębami, nadmiernie się ślinią i łzawią. Kał krów z objawami kwasicy staje się luźny, często jasny z fragmentami cząstek paszy o  bardzo nieprzyjemnym słodko-kwaśnym zapachu. W wyniku przedłużającej się kwasicy dochodzi do problemów z racicami ( ochwat), pojawiają się często następujące bóle kolkowe, uszy zwierzęcia stają się zimne, zmniejsza się ilość wydalanego moczu. Stosunkowo prostym zabiegiem, pozwalającym określić czy stado jest zagrożone kwasicą, jest  określenie ułamku sztuk żujących i jedzących jednocześnie. Jeżeli ponad 60 % stada w tym samym czasie żuje lub je to prawdopodobnie stado nie jest narażone na kwasicę.

Inny sposobem jest określenie struktury pasz za  pomocą sit TMR-owych oraz przebiegu trawienia za pomocą  sit kałowych . Mając tzw. drzewo decyzyjne można określić gdzie szukać błędu.

Częstym błędem , jaki zauważa się w stadach, jest niewłaściwe żywienie krów w okresie zasuszenia, doprowadzając  do nadmiernego otłuszczania. W przypadku takich krów, nadmiernie otłuszczonych w okresie zasuszenia, może dochodzić do mobilizacji rezerw tłuszczowych z organizmu i wzrostu, w pierwszym okresie po wycieleniu, zawartości tłuszczu do 6-7%. Często ten sygnał zostaje niezauważony i z początkowej ketozy krowa szybko przechodzi w stan kwasicy.

Można stwierdzić stan kwasicy także poprzez zbadanie pH treści żwacza. U sztuk zdrowych wartość ta kształtuje się na poziomie 5,8-6.

 

Jak zapobiegać KWASICY?

Hodowca sam może zapobiegać kwasicy. Ma do tego kilka niezbędnych narzędzi, z których, niestety, często nie korzysta. Są to przede wszystkim: analizy wartości pokarmowych pasz, analizy wartości użytkowej bydła ( próbne udoje), codzienny wywiad (kontrola spożycia, kontrola ilości i parametrów mleka sprzedawanego do mleczarni). Jak więc prowadzić żywienie by ustrzec się kwasicy?

 

  • struktura dawki pokarmowej powinna zawierać taką samą ilość suchej masy pochodzącej z pasz treściwych i z pasz objętościowych,
  • należy zapewnić udział włókna surowego na poziomie 18-22%  suchej masy, a włókna strukturalnego ( o długości cząstek powyżej 4cm) na poziomie co najmniej 10%,
  • podawanie zwierzętom paszy treściwej zmieszanej z paszą objętościową (najlepiej za pomocą wozu paszowego), a w przypadku żywienia tradycyjnego w dawkach nie przekraczających jednorazowo 2-2,5 kg ręcznie wymieszanej z kiszonkami,
  • dodatek (nie tylko żywych kultur) drożdży, stymulujący rozkład kwasu mlekowego poprawia także motorykę żwacza . W przypadku stosowania większej ilości śrut zbożowych konieczne jest stosowanie substancji buforujących żwacz,
  • prowadzenie bieżącej kontroli ilości pobieranej paszy przez zwierzęta, kondycji ciała zwierząt, wyglądu kału i składu chemicznego mleka.

Często niezauważaną przyczyną kwasic, szczególnie w stadach wolnostanowiskowych jest zbyt „krótki stół paszowy” oraz dominacje w stadzie. Często krowy dominujące dochodzą pierwsze do stołu i wyjadają najbardziej smaczne (niestety sprzyjające kwasicom ) pasze. Krowy słabsze dochodzą do stołu rzadziej i jedzą szybko i nad miarę, co również sprzyja kwasicy.

W stadach, prowadzących żywienie TMR, przy źle wymieszanej paszy dochodzi często do sortowania  paszy. Należy tu zwrócić uwagę na czas i jakość mieszania. Pomocne do tego są sita, pozwalające ustalić skład strukturalny TMR-u i udział poszczególnych frakcji.

 

Jak skutecznie prowadzić walkę z KETOZĄ i KWASICĄ

Najbardziej przydatnym elementem walki z ketozą i kwasica jest Ocena Wartości Użytkowej Bydła. Comiesięczne wyniki pozwalają na bieżącą kontrolę stanu żywienia, nie tylko stada, ale także  i pojedynczych sztuk. Na jej podstawie doradcy żywieniowi obsługujący  Wasze stado szybko mogą skorygować Waszą dawkę zapewniając krowom optymalne zapotrzebowanie na składniki pokarmowe zapewniając wysoką wydajność, dobre zdrowie, długowieczność. Przykładem niech będzie różnica pomiędzy hodowcami polskimi a holenderskimi.

W Holandii pod kontrolą jest ponad 80% pogłowia, natomiast w Polsce to niecałe 30%. Widać różnicę także w wydajności krów ocenianych, która w 2011 roku w Holandii wynosiła dla hf  9928 kg mleka przy 4,32% tłuszczu i 3,51% białka kiedy  w tym samym czasie w Polsce „te same” hf-y dawały 7135 kg mleka przy 4,13% tłuszczu i 3,30% białka.

Dr Inż. Tomasz Sokup

W następnym serwisie o problemach z komórkami somatycznymi. Zapraszamy.

KETOZA – problemy dnia codziennego krów mlecznych

Wysoka wydajność mleczna krów upodabnia je coraz częściej  do sportowców wyczynowych. Trzeba w szybkim czasie i  w odpowiedniej ilości dostarczyć organizmowi energii. Czy to jest takie łatwe?  Sportowcy wyczynowi mają do dyspozycji armię lekarzy, dietetyków, fizykoterapeutów- hodowcy bydła mlecznego są tego niestety pozbawieni i ich działania są trudniejsze. Krowa nie powie wprost co jej dolega czy ewentualnie czego jej brakuje. Daje jednak wiele sygnałów mówiących o błędach, szczególnie żywieniowych.
Tu my, hodowcy musimy się nauczyć je rozróżniać i dostrzegać.
Podstawowe choroby przemiany materii ( czytaj. błędy żywieniowe) to KETOZA i KWASICA. Wielu hodowców nie jest w stanie zdiagnozować ich,  a często po diagnozie lekarza weterynarii prawidłowo przeprowadzić okresu leczenia. A trzeba powiedzieć, że większość krów wysokomlecznych ociera się o te dwie jednostki chorobowe. Tylko szybka reakcja może zapobiec ich rozwojowi. Dziś o ketozie.

Co to jest KETOZA i przyczyny jej występowania

Prosto mówiąc jest to choroba przemiany materii powstającą na wskutek zaburzeń w przemianach energetycznych  w organizmie krowy. Rozróżniamy tu ketozę pierwotną, spowodowaną błędami żywieniowymi w okresie zasuszenia oraz  ujemnym bilansem energetycznym po wycieleniu.
Ketoza wtórna występuje najczęściej na wskutek niedożywienia spowodowanego wystąpieniem innych jednostek chorobowych takich np. jak: przemieszczenie trawieńca, endometritis ( a szczególnie zatrzymanie łożyska i zapalenie błon śluzowych macicy), mastitis, urazowe zapalenie czepca czy kulawizn.Ketoza pokarmowa występuje  w przypadku błędnych, niezbilansowanych dawek pokarmowych, szczególnie jeżeli idzie o pasze sprzyjające fermentacji w  żwaczu lub skarmiania pasz zepsutych.
Mechanizm powstawania ketozy jest prosty. Wysoka produkcja mleka i znaczny niedobór energii pochodzącej z pasz powoduje uruchomienie rezerw  energii, zmagazynowanych w tkance tłuszczowej. Ta niedostateczna ilość węglowodanów powoduje spadek poziomu glukozy we krwi, glikogenu w wątrobie oraz kwasu szczawioctowego w mięśniach natomiast wzrost wolnych kwasów tłuszczowych (WKT).  Choroba występuje najczęściej po ocieleniu, w okresie osiągania przez krowę maksymalnej wydajności mlecznej. Brak reakcji na to zjawisko prowadzi do rozpoczęcia procesu ketogenezy i wzrostu poziomu ciał ketonowych we krwi i moczu. Dłuższe utrzymywanie się ujemnego bilansu energii prowadzi do powstawania, w wyniku dość skomplikowanych przemian fizykochemicznych w organizmie, wyższego poziomu ciał ketonowych oraz kwasu acetyloacetonowego . Związki ketonowe usuwane są z organizmu krowy wraz z moczem, mlekiem, potem oraz wydychanym powietrzem, co jeszcze bardziej uszczupla rezerwy energii w organizmie.

Jak rozpoznać KETOZĘ

Podstawowe objawy to głównie utrata apetytu i niechęć w pobieraniu pasz a szczególnie kiszonek. Utrata apetytu wiąże się z osłabionym przeżuwaniem a to prowadzi do gwałtownego spadku wydajności. Postępujące objawy szybko doprowadzają do utraty masy ciała na wskutek próby uruchomienia przez organizm resztek rezerw z tkanki tłuszczowej, odłożonej w okresie zasuszenia. W wydychanym powietrzu wyraźnie jest czuć woń acetonu lub acetylenu. Kał u krów  porażonych ketozą jest suchy i twardy, pokryty śluzem. Występują częste zaparcia. Krowy porażone, a nie leczone, wykazują objawy porażenie poporodowego, może dojść także  do śpiączki i do śmierci.

Jak zapobiegać KETOZIE

Przede wszystkim prawidłowo prowadzić krowę w okresie zasuszenia, nie doprowadzać do nadmiernego otłuszczenia (ocena wg skali BCS to 3,5). Ważnym czynnikiem jest także uzupełnianie dawek pokarmowych krów zasuszonych w prawidłowe dodatki mineralne, o odpowiedniej proporcji P:Ca, w ostatnich 3-4 tygodniach zasuszenia dodawanie soli anionowych.
Prawidłowe żywienie w okresie okołoporodowym , a więc odpowiednie wprowadzenie do dawki pasz treściwych i kontrolowanie ich spożycia i kondycji krów. Idealnym sposobem jest tworzenie grup technologicznych i prowadzenie żywienia o monodietę opartą o TMR, gdyż częste zmiany żywienia są prekursorem powstawania ketozy. Także częstymi przyczynami jest skarmianie pasz sprzyjających ketozie –szczególnie nadmiaru buraków cukrowych, liści buraczanych i zepsutych kiszonek ( lub źle zakonserwowanych). Szczególnego znaczenia nabiera wprowadzenie do dawek dodatków wspomagających przemiany energetyczne i stosowanie tzw. stabilizatorow laktacji, będących wysokoskoncentrowaną energią.
Dzisiaj wielu lekarzy weterynarii jest zaopatrzonych w gluko i ketonomerty. Poniżej podajemy prawidłowe zawartości glukozy i ciał ketonowych we krwi. Poza stosunkiem tłuszczu do białka w mleku jest to podstawowy miernik dla określenia stadium ketozy.

STAN KLINICZNY POZIOM GLUKOZY WE KRWII POZIOM CIAŁ KETONOWYCH WE KRWII
mg/dl mmol/l mg/dl mmol/l
KROWA ZDROWA 40-60 2,22-3,33 2-5 0,11-0,27
STAN SUBKLINICZNY 30-40 1,65-2,22 5-15 0,27-0,82
STAN KLINICZNY <30 <1,65 >15 >0,82

Dzienne zapotrzebowanie krów na glukozę wynosi 0,5 kg na dobę na potrzeby bytowe oraz ok. 0,05 kg na każdy wyprodukowany litr mleka. Tak więc krowa o wydajności 40 litrów dziennie potrzebuje 2,5 kg glukozy i ta ilość powinna być dostarczana systematycznie w ciągu doby.
Głównymi prekursorami glukozy jest w 70% kwas propionowy, kwas mlekowy i pirogronowy.
Bardzo ważne są także dostarczane z paszą aminokwasy. Głównymi paszowymi źródłami glukozy (szybkich przemian) są : ziarna zbóż, ,buraki cukrowe, melasa i wysłodki buraczane melasowane. Coraz częściej dla krów podaje się także bioglicerynę lub inne preparaty oparte o glicerynę lub glikol propylenowy, jako źródło szybkiej energii.

Poniższy wykres przedstawia jak przebiega bilans energetyczny krowy w okresie laktacji.

Dr Inż. Tomasz Soukop

W następnym serwisie o kwasicy. Zapraszamy.

Wychów cieląt

O zasadach postępowania z cielętami i sposobach prowadzenia ich prawidłowego odchowu i żywienia napisano już wiele, niemniej jednak, bardziej gwoli przypomnienia  chcemy przedstawić kilka zasad prowadzenia różnych sposobów odchowu i żywienia cieląt w zależności od uwarunkowań w danym gospodarstwie.
Każdy hodowca MUSI sobie zdawać sprawę, że wszelkie błędy popełnione w odchowie i żywieniu cieląt odbiją się negatywnie na dalszej użytkowości mlecznej.

Jak tłumaczyć, że potomstwo od importowanych jałówek cielnych z Holandii czy Niemiec, w warunkach polskich u jednych hodowców osiąga wydajność na poziomie 8-9 tysięcy, a w drugich 5-6 tysięcy? Zakładając, że każdy, kto wyda duże pieniądze na zakup importowanego materiału hodowlanego posiada odpowiednią bazę żywnościową – paszową, przyczyna może być tylko jedna – nieprawidłowy odchów i żywienie młodzieży. Mimo coraz większego wzrostu wiedzy dotyczącej żywienia krów mlecznych, żywienie cieląt pozostawia wiele do życzenia.
Każde gospodarstwo jest inne i ma inne uwarunkowania chowu i żywienia. Inaczej będzie w oborach wolnostanowiskowych z wydzielonymi stanowiskami porodowymi, a inaczej w oborach uwięziowych, gdzie krowy cielą się na stanowiskach. Nie ma  jednej recepty na różne warunki, bo jak porównać np. stację żywienia z pojeniem z wiadra?
Sposób prowadzenia odchowu i żywienia zależy od systemu  przyjętego w gospodarstwie, od możliwości zapewnienia warunków bytowania, od rodzaju stosowanych pasz. Ważne jest, by był efektywny. Żeby efektywność miała się gdzie  zacząć musimy  zrozumieć jak przebiega rozwój najważniejszego  układu organizmu dla przyszłej fabryki mleka –układu pokarmowego.
Naturalnym pokarmem cieląt noworodków jest siara i mleko. Cielę, mimo że jest przeżuwaczem rodzi się właściwie jako monogastryczne i dopiero wraz z wiekiem rozwija się żołądek właściwy dla przeżuwaczy składający się z czterech integralnych jego części – żwacza, trawieńca, ksiąg i czepca.  Pojemność trawieńca noworodków dochodzi do 2 litrów przy pojemności pozostałych przedżołądków zaledwie jednego litra. Decydujące znaczenie w trawieniu żywności w pierwszym okresie życia cieląt ma trawieniec, który w tym okresie rośnie najintensywniej podwajając swoją objętość. Wielkość pozostałych przedżołądków wzrasta dwukrotnie dopiero w ciągu 2-3 tygodni życia. W okresie rozpoczęcia żywienia paszą roślinną intensywność wzrostu trawieńca słabnie, natomiast nasila się rozwój przedżołądków, szczególnie żwacza. W wieku około 2 miesięcy objętość trawieńca równa się objętości żwacza, a w wieku 3 miesięcy stosunek ten wynosi 1:2. U osobników dorosłych objętość trawieńca stanowi zaledwie 8%, a reszta przedżołądków to  ponad 90%.
Dlatego w trakcie odchowu poszczególne składniki dawki pokarmowej muszą być dostosowane do stopnia rozwoju przedżołądków i ich zdolności trawiennych.

Okresy żywieniowe w początkowym okresie życia możemy podzielić na

  • noworodkowy (pierwsze 4-5 dni życia) – okres  żywienia siarą jako jedynym pokarmem,
  • ponoworodkowy- (do 60-70 dnia życia) – okres żywienia mlekiem (preparatami mleko zastępczymi) z kontrolowanym spożyciem pasz pełnoporcjowych typu prestarter i starter,
  • okres wczesnej młodości (do około 180 dnia życia)- czyli okres wprowadzenia do żywienia  paszy roślinnej (siana i kiszonek),
  • okres intensywnego wzrostu i rozwoju (do czasu zacielenia) –  żywienia ukierunkowanego, opartego głównie na paszach objętościowych.

W żywieniu cieląt jest wiele szkół, każda jednak w ostateczności ma jeden cel – uzyskanie jak najlepszego materiału hodowlanego. Jak więc powinno wyglądać postępowanie z cielętami do pół roku.
Wiele firm paszowych i ich doradców żywieniowych proponuje  6 , 8 czy 10 kroków  postępowania z noworodkiem. Wszystkie jednak uważają, że powinno być:  czysto, sucho, na czas, w odpowiedniej ilości.  Pamiętajmy, że samo narodzenie to dla cielęcia prawdziwy szok. Zmiana środowiska- z ciepłego i spokojnego, wręcz komfortowego w macicy matki na nieprzyjazne w oborze, do tego trzeba zrobić coś czego się nie robiło- zaciągnąć powietrze i oddychać, a wraz z pierwszymi łykami powietrza zaczyna się „walka z obcymi” – patogenami, które tylko czekają na zaatakowanie zupełnie bezbronnego organizmu.
Noworodek jest  bezbronny, nie ma praktycznie żadnej wrodzonej odporności wobec nowego, obcego środowiska, ale natura zatroszczyła się o to, żeby nie był on tak zupełnie bezbronny – dała siarę matkom.

Krowa cieląca  się w klatce porodowej z zasady sama zaopiekuje się cielęciem. Trafiają się jednak krowy z brakiem instynktu macierzyńskiego ( rzadko, ale się zdarza)  i tu ważna jest rola hodowcy. Należy oczyścić noworodkowi  nozdrza i wytrzeć je wiechciem czystej słomy lub szmatką oraz zdezynfekować pępowinę.
Samo pojenie cielęcia przebywającego wraz z matką najczęściej nie wymaga naszej pomocy, należy jednak pilnować czy cielę podeszło do krowy i czy napiło się. Jeżeli nie podeszło do matki należy jemu pomóc i  dosadzić do krowy. Zdarzają się czasami krowy nie pozwalające się ssać, wtedy musimy napoić cielę sami.
W przypadku cielenia się krowy na stanowisku, bez możliwości dosadzenia cielęcia, pierwsze pojenie należy do hodowcy. Siarę powinno podać się  w ciągu pierwszych 30 minut w ilości ok.1-1,5 litra. Tuż po urodzeniu mniej więcej 2 % powierzchni ścian jelit stanowią pory (otwory) na tyle duże, że łatwo przenikają przez nie dość sporej wielkości cząsteczki przeciwciał odpornościowych. Po około 24 godzinach ściany jelit są już prawie uszczelnione i nieprzepuszczalne dla przeciwciał.
Siarą  należ poić  przez pierwsze 3-4 dni w ilości do 2 litrów 3-4 razy dziennie –niestety i tu jest kilka szkół. Najnowsze zalecenia to 10% masy ciała podane w ciągu 12 godzin ( czyli dla cielęcia o wadze 40 kg będzie to 4 litry). 1,5-2 litrów maksymalnie do 2 godzin po porodzie, kolejne 1-1,5 litra po kolejnych 4 godzinach i kolejne 1,5 litra po 6 godzinach (da to 4-5 litrów siary). W nowej szkole amerykańskiej mówi się o podaniu 4 litrów siary w pierwszych 2 godzinach – ale w 3 dawkach. Istnieje także szkoła jeszcze bardziej szokująca i radykalna– podać siarę za pomocą sondy w ilości nawet 4 litrów w pierwszych 2 godzinach życia.
Po okresie siarowym  stosujemy mleko pełne (nieekonomiczne) lub preparaty mlekozastępcze dostosowane do okresu odchowu. Od 4 dnia życia zapewnić należy cielęciu stały dostęp do wody oraz zacząć podawać paszę treściwą typu prestarter. Od 5-6 dnia życia podawać preparat mlekozastępczy w proporcji podanej przez producenta na opakowaniu.
Pamiętajmy – unikajmy przekarmień mlekiem i preparatami mlekozastępczymi bo to najczęstsza przyczyna biegunek (jeden dzień choroby w tym okresie to strata 1 tygodnia). Zapewnijmy także świeże powietrze, chrońmy przed przeciągami i wilgocią.

A co zrobić jak z różnych przyczyn nie można pozyskać siary od krowy, czym napoić noworodka?

W dużych hodowlach siarę się mrozi i w razie potrzeby odmraża, podgrzewa i poi cielę.
Zachodzi pytanie czy każda siara nadaje się do zamrożenia. Otóż nie. Siarę należy najpierw sprawdzić siaromierzem ( przyrząd do badania ciężaru właściwego) i jeżeli jest odpowiednia dopiero mrozimy. Najlepsza siara jest od krów w 2-4 laktacji, najbardziej wartościowa w przeciwciała, witaminy i minerały. Stacje mrożenia siary są jeszcze mało popularne, ale można do tego użyć butelek PET po np. wodzie mineralnej. Pamiętajmy także, by w euforii mrożenia na siłę nie pozyskiwać siary.
Wysiłek jaki ponosi krowa na produkcję 10 litrów siary można porównać z jednoczesną produkcją 100 litrów mleka. Zobaczmy więc jak wygląda skład siary i mleka w zależności od czasu od wycielenia.

Procentowy skład siary krowy i mleka (wg M. Witta)

Z tabeli widać jak ważne jest jak najszybsze napojenie cielęcia. Siara wraz z upływem czasu traci swoje  właściwości, głównie ciała odpornościowe. Jest w niej także więcej witamin – 10-krotnie więcej witaminy A, 3-krotnie więcej witaminy D, a także jodu stymulującego aktywność tarczycy, której  hormon, tyroksyna wpływa korzystnie na przemianę materii młodego organizmu, pomagając przystosować się do nowego środowiska.

Niezmiernie ważny jest skład przeciwciał, bowiem są one wytwarzane pod wpływem tych drobnoustrojów, z którymi organizm krowy miał styczność przez dłuższy czas. Są więc „wyspecjalizowane” i przygotowane do zwalczania i niszczenia miejscowej flory bakteryjnej specyficznej dla danego mikrośrodowiska. Dlatego też krowy powinny cielić się w tych samych warunkach, w których przebywały przed porodem.
Znane są przypadki kiedy zakupione jałowice cielne cieliły się zaraz po zakupie i wiele cieląt po urodzeniu zapadało na szereg chorób lub padały – po prostu ciała odpornościowe były inne dla nowego środowiska i zanim cielę samo je wytworzy minie sporo czasu – a patogeny nie czekają.
Kolejnym pytaniem jakie zadają sobie hodowcy to jak długo trzymać krowę z cielęciem. Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Patrząc z punktu macierzyństwa, cielę powinno zostać przy krowie jak najdłużej – kłóci się to jednak z tym, że hodujemy krowy mleczne i pozostawianie cielęcia dłużej niż czas produkcji siary jest bezpodstawny, gdyż krowa zaczyna produkować więcej mleka niż jest w stanie wypić cielę, a my, jako producenci mleka, mamy je sprzedać, bo z tego żyjemy. Tylko te 4-5 dni to czas nawiązania się ścisłych więzi macierzyńskich i odsadzenie to kolejny stres, w krótkim okresie zarówno dla krowy jak i dla cielęcia. Ten czas nawiązywania więzów to około 12-18 godzin. Jest to czas w zupełności wystarczający by cielę samo nauczyło  się pić mleko, wypiło to najwartościowsze i odsadzenie nie stanowiło dodatkowego stresu dla obu stron. 1 dniowe cielę jest już na tyle samodzielne, by napiło się mleka ze smoczka. TAK ze smoczka, a nie z wiaderka, gdyż fizjologia młodego układu pokarmowego nie jest przystosowana do picia z „dołu”.

Jako zalecane dla bydła mlecznego w intensywnej produkcji  możemy wyróżnić system odchowu- intensywny lub skrócony (uproszczony). System ekstensywny jest raczej systemem dla stad zachowawczych lub małych gospodarstw, dlatego go pominiemy.

Czym się różnią te systemy?

System intensywny  ma na celu wykorzystanie potencjału wzrostu i systematyczny, ukierunkowany rozwój zwierzęcia. Bardzo ważne jest dostosowanie preparatu mlekozastępczego do rozwoju przedżołądków (zawartość włókna, poziom białka i energii). Jest to system, w którym hodowca sam poprzez ilość i rodzaj spożywanej paszy  steruje długością okresu mlecznego. Nowoczesne mieszanki paszowe dla cieląt zawierają całe ziarna zbóż i kukurydzy stymulujące rozwój przedżołądków. Głównym wyznacznikiem jak długo poić jest możliwość trawienia całego ziarna kukurydzy i zbóż zawartych w Starterze.

Pamiętajmy!

Mleko to nie woda i należy zapewnić cielęciu dostęp do świeżej wody już od 4-5 dnia życia. Bez wody ograniczone jest spożycie pasz treściwych, a to ilość spożywanej paszy warunkuje czas pojenia mlekiem.
W systemie intensywnym ilość podawanego pójła jest ograniczona do 1,5-2l jednorazowo. Dlaczego? Bo ograniczenie ilości spożywanych pasz płynnych i wprowadzenie pasz stałych stymuluje rozwój szybszy żwacza i możliwość szybszego wprowadzenia pasz objętościowych. Rozwój poszczególnych komór przedżołądka zależy od czasu przejścia na paszę roślinną. W gospodarstwach o wysokim poziomie hodowli, dobrej jakości siano (co do karmienia sianem małych cieląt jest niestety także dużo sprzeczności, większość uważa, że siano powinno być włączone do dawki najwcześniej  jak dzienne spożycie startera jest minimum 1 kg) i specjalistyczną paszę treściwą podaje się cielętom już w wieku od 5 dni. Wpływa to na szybszy rozwój przedżołądków, zmniejsza zapotrzebowanie na mleko i preparaty mlekozastępcze oraz skraca okres żywienia mlekiem nawet do 6-8 tygodni. W wieku 3 miesięcy żwacz i czepiec stanowią prawie 85% łącznej objętości żołądka i przedżołądków i są zdolne do spożycia pasz objętościowych, będących podstawową i prawie jedyną paszą w dalszym odchowie.

System skrócony ( jest także intensywnym) stosowany jest najczęściej w gospodarstwach wyposażonych w stacje odpajania. Specjalnie dopasowany program odchowu steruje ilością podawanego pójła i paszy, kontrolując jej bieżące spożycie. W najnowszych stacjach paszowych są one coraz częściej połączone z wagą, informującą hodowcę o odchyleniach od założonej i wykreślonej linii odchowu.
Wprowadzenie do dawki kiszonek powinno zbiec się z okresem spożywania około 1,5-2kg paszy treściwej.

Pamiętajmy!

Cielętom podajemy pasze objętościowe tylko wysokiej jakości. Niezmiernie ważne jest kontrolowanie masy ciała i przyrostów dobowych. Pomocna do tego jest tabelka

W najlepszych hodowlach jałówki półroczne osiągają masę 200 i więcej kilogramów. Celem naszym jest, by 15-16 miesięczne jałowice, wchodzące w krycie osiągnęły masę 400 kg.
Tak szybki wzrost jest możliwy przy prawidłowo skomponowanej dawce pokarmowej i wysokiej jakości stosowanych pasz. Już w okresie od  3 do 9 miesiąca życia następuje rozwój somatyczny całego wymienia. Intensywne żywienie (dokładnie znormowane) w tym okresie pozytywnie wpływa na wzrost i prawidłowy rozwój wymienia. Błąd popełniony w tym okresie spowoduje niewłaściwy rozwój tkanki gruczołowej na rzecz tłuszczowej, a wymię otłuszczone nie da mleka.
W następnym serwisie o odchowie jałówek.

dr  inż. Tomasz Soukup