Odchów jałówek – inwestycja w przyszłość

Ciągły wzrost kosztów produkcji, niska cena za mleko a z tym zmniejszająca się rentowność produkcji mleka wymaga na hodowcach poszukiwania oszczędności.

Często te oszczędności są znajdowane w odchowie jałówek. Profesor Zygmunt Kowalski z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie wyliczył, że odchów jałówki rasy HF stanowi około 15 – 20% kosztów produkcji mleka, a właściwy poziom kosztów związany jest z wiekiem jałówki w którym wycieli się po raz pierwszy, od poziomu brakowania stada, od możliwości paszowych gospodarstwa (czytaj: jakości pasz gospodarskich). Na jałówki hodowlane w gospodarstwie trzeba spoglądać jak na lokatę kapitałową czy też obligację bankową. Z nich korzysta się dopiero po kilku latach i podobnie koszty ponoszone na odchów zwracać się zaczynają nam dopiero po 3-4 latach. Dzisiejsze trendy przedłużania okresu użytkowania do 6-7 laktacji są spowodowane mniejszymi kosztami reprodukcji stada i możliwością uzyskania dodatkowych pieniędzy ze sprzedaży materiału hodowlanego. Dlatego też każda jałówka źle przygotowana do okresu produkcyjnego nie będzie nam w stanie zrekompensować kosztów, jakie ponieśliśmy na jej utrzymanie, a zwierzęta nieprawidłowo przygotowane do wysokiej produkcji nie będą w stanie zaprezentować w pełni całego potencjału genetycznego jaki odziedziczyły po swoich rodzicach. Zarządzając więc stadem krów mlecznych pamiętajmy o młodzieży. Okres ten jest stosunkowo krótki, ale wywiera znaczący wpływ na późniejszą produkcję i zdrowie krów.

Odchów jałówek można podzielić na dwa okresy:

  • od zakończenia pojenia mlekiem do czasu osiągnięcia dojrzałości płciowej (13-14 mc)
  • od osiągnięcia dojrzałości płciowej do wycielenia

 

Czym różnią się te okresy?

Zasadniczą różnicą jest ukierunkowanie wzrostu i rozwoju. Celem fazy I jest osiągnięcie wysokich przyrostów dziennych, uzyskanie wczesnego wieku zacielenia, zdrowy kościec i prawidłowo rozwinięte wymię, niskie koszty odchowu. Celem fazy II jest uzyskanie wczesnego wieku I wycielenia, zdrowe i prawidłowo rozwinięte wymię, przygotowanie do wysokich wydajności i długi czas późniejszego użytkowania.
Żywienie jałówek hodowlanych powinno opierać się na paszach objętościowych dobrej jakości, przy optymalnym w danych warunkach żywieniowych dodatku paszy treściwej. Największym błędem dużej rzeszy hodowców jest to, jak traktuje się jałówki żywieniowo.
Dr. Zbigniew Lach z OHZ Osięciny, czołowego polskiego centrum hodowlanego, wielokrotnie powtarza: „jałówka to nie śmietnik”. Nie traktujmy więc ich jako pożeraczy tego, czego nie zjadły krowy lub tego, czego nie chcemy dać krowom.
Z ekonomicznego i żywieniowego punktu widzenia, najbardziej odpowiednią paszą jest zielonka pastwiskowa w okresie letnim oraz kiszonka z przewiędniętych traw i siano łąkowe w okresie zimowym. Wielu może się zdziwi że nie ma tu kiszonki z kukurydzy. Nie ma, bo nie jest paszą podstawową. W tym okresie życia najbardziej potrzebne jest białko, będące budulcem masy mięśniowej. Energia zawarta w kukurydzy doprowadzi do otłuszczenia, dlatego też jej udział w dawce jest znacznie ograniczony.
Intensywność żywienia i związana z tym wysokość zakładanych dziennych przyrostów masy ciała jałówek są uzależnione od: rasy, potencjału genetycznego, fazy odchowu i założonego wieku przy pierwszym wycieleniu.

Zapotrzebowanie na składniki pokarmowe I fazy odchowu

 

Jak już wcześniej wspomniano, wysokość ponoszonych kosztów uzależniona jest od wieku, w jakim zwierzęta wchodzą do stada krów. To z kolei zależy głównie od intensywności ich żywienia, zwłaszcza w pierwszym roku życia. Zbyt skąpe żywienie opóźnia wiek pierwszego wycielenia. Nadmiernie, intensywne żywienie wprawdzie przyspiesza dojrzałość rozpłodową, ale jednocześnie może prowadzić do nadmiernego ich otłuszczenia. W Polsce dominuje cały czas właśnie model „mocnej” jałówki. Znaczna część jałówek remontowych wchodzących do stada jest za tłusta, co powoduje, że w ostatnich tygodniach ciąży i po wycieleniu zwierzęta nie mają apetytu i w konsekwencji narażone są na zaburzenia metaboliczne i inne schorzenia. Są one też pierwszymi kandydatkami do ketozy i przemieszczenia trawieńca. Ważne jest zatem, aby w okresie odchowu nie popełniać błędów żywieniowych i starannie kontrolować jego przebieg.

Zapotrzebowanie na składniki pokarmowe II fazy odchowu

W okresie intensywnego wzrostu i rozwoju, u jałówek HF są okresy krytyczne i przypada to na 8-10. miesiąc przy masie ciała ok. 300-330 kg. Jest to okres kiedy jałowice przygotowujemy do rozrodu. Zbyt słabe żywienie energetyczne w okresie poprzedzającym osiągnięcie dojrzałości płciowej powoduje opóźnienie w wystąpieniu pierwszego cyklu rujowego. Częściej, niestety,  dochodzi do przekarmienia. Stosowane dawki pozwalają co prawda osiągać przyrosty dzienne powyżej 900-950 g, a ich przyczyną są zwykle nadmierne ilości pasz treściwych w dawce, przekarmianie jałówek kiszonką z kukurydzy lub (najczęściej) niedojadami od krów mlecznych. Zbyt obfite żywienie umożliwia z jednej strony wcześniejsze osiągnięcie dojrzałości rozpłodowej, z drugiej jednak wywiera niekorzystny wpływ na rozwój wymienia. Nadmiar energii powoduje, że w wymieniu gromadzi się  tkanka tłuszczowa kosztem tkanki gruczołowej, odpowiedzialnej za produkcję mleka. Otłuszczone wymię to zawsze obniżenie wydajności mleka w pierwszej i w kolejnych laktacjach, nawet o 800-1000 kg. Popełnionych w tym okresie błędów  niestety nie da się poprawić w późniejszym.

W okresie poprzedzającym osiągnięcie dojrzałości płciowej dawka pokarmowa powinna być oparta na kiszonce z traw przewiędniętych, kiszonce z całych roślin zbożowych (GPS), kiszonce z sorga, sianie i/lub niewielkiej ilości kiszonki z kukurydzy. W dawce powinny znaleźć się także dodatki białkowe, szczególnie zasobne w składniki ulegające stopniowemu rozkładowi w żwaczu, np. śruta słonecznikowa lub rzepakowa (w ilości 0,4-0,5 kg), oraz specjalistyczne dodatki mineralno-witaminowe dla jałówek, zapewniające właściwy rozwój kośćca. W okresie poprzedzającym inseminację dodatek pasz treściwych  w ilości 1-2 kg, powoduje lepszą manifestację rui.

 

Żywienie jałówek po zacieleniu nie ma już tak zdecydowanego wpływu na ich późniejszą użytkowość mleczną. Wyjątkiem jest tu ich nadmierne otłuszczenie (zatuczenie), sprzyjające występowaniu trudnych porodów, zatrzymaniu łożyska, ketoz, przemieszczeń trawieńca, stanów zapalnych wymienia i innych schorzeń. Mało korzystne jest również wychudzenie zwierząt, u których zbyt niska powycieleniowa masa ciała (poniżej 480 kg) może być przyczyną zmniejszenia produkcji mleka (nawet o 800 litrów w pierwszej laktacji). Swojego czasu profesor Jan Trela z IŻ w Balicach tłumaczył hodowcom,  że ze 100 kg masy ciała pierwiastki po wycieleniu można bez żadnej szkody dla jej organizmu uzyskać 1200-1500 kg mleka. Pierwiastka więc cieląca się w wadze 650 kg jest w stanie bezproblemowo wyprodukować 8000 kg mleka.

Zacielona  jałówka powinna być żywiona przede wszystkim paszami objętościowymi dobrej jakości i dodatkami mineralno-witaminowymi. Pobiera wtedy ok. 9 kg s.m. dziennie, w której koncentracja białka (ok. 12%) i energii powinna być znacznie niższa niż w okresie poprzedzającym krycie. Pasze treściwe należy przeznaczyć tylko dla jałówek w słabej kondycji lub jako dodatek do pasz objętościowych słabej jakości. Udział kiszonki z kukurydzy w dawce powinien być ograniczony do minimum. Udział pasz treściwych do 8 miesiąca życia nie jest w ogóle konieczny przy dobrych paszach objętościowych. Jedynie jałówki słabsze (a takie zawsze się zdarzą) można dokarmić śrutami poekstrakcyjnymi i zbożowymi.

Jałówki cielne, podobnie jak krowy w okresie zasuszenia, powinny na 4 – 6 tygodni przed wycieleniem zacząć otrzymywać objętościową paszę laktacyjną wraz z mieszanką mineralno-witaminową przeznaczoną dla krów w zasuszeniu. Na 1 – 2 tygodnie przed porodem powinniśmy zacząć wprowadzać pasze treściwe (najlepiej śrutę zbożową) i specjalistyczne korektory laktacji, gdyż w tym okresie  zwierzęta przygotowują się już do pierwszego porodu i laktacji. W tym także okresie mikroorganizmy żwacza muszą zaadaptować się do pobierania nowych pasz, szczególnie dużych ilości pasz objętościowych i treściwych. Zależy nam na ich maksymalnym pobraniu – dzięki temu zmniejszy się ryzyko wystąpienia ujemnego bilansu energetycznego i niekorzystnego uruchamiania rezerw tłuszczowych ciała po ocieleniu (ketoza), a co za tym idzie niebezpieczeństwa chorób metabolicznych i późniejszych problemów w rozrodzie.

Dr Inż. Tomasz Sokup

O żywieniu krów w okresie okołoporodowym w następnym serwisie.

Odpajanie siarą – wciąż wiele do poprawy

Pomimo tego, że coraz większa rzesza hodowców przywiązuje baczną uwagę do prawidłowego żywienia cieląt siarą, obserwacje praktyczne oraz wyniki badań wskazują, że w tym zakresie wciąż popełnia się wiele błędów. Nawet jeśli nie są to błędy kardynalne, których konsekwencją jest wyraźny wzrost podatności cieląt na choroby, prowadzą one do mniejszych lub większych strat ekonomicznych. Ponieważ w obecnych realiach produkcji mleka o końcowym sukcesie ekonomicznym decydują bardzo często drobne szczegóły, przyjrzyjmy się bliżej tym, które mogą mieć niebagatelny wpływ na ostateczne efekty żywienia cieląt siarą.

 

Siara – eliksir życia

Siara jest bezspornie najważniejszym pokarmem w życiu cielęcia. Przede wszystkim jest ona źródłem przeciwciał dla cielęcia, czyli tzw. immunoglobulin. Ze względu na specyficzną budowę łożyska u bydła związki te nie przechodzą z krwioobiegu matki do krwioobiegu płodu, jak to się dzieje np. u człowieka. Co więcej, w okresie życia płodowego oraz pierwszych 2-3 tygodni po urodzeniu ciele nie produkuje własnych przeciwciał, lub produkuje je w bardzo niewielkiej ilości. W momencie przyjścia na świat we krwi cielęcia nie krążą więc immunoglobulin lub krąży ich tylko znikoma ilość. Związki te matka przekazuje cielęciu za pośrednictwem siary. Od jej pobrania, a w konsekwencji pobrania przeciwciał i ich stężenia we krwi, zależy efektywność funkcjonowania układu opornościowego cielęcia w pierwszych tygodniach życia.

Wraz z siarą cielę otrzymuje również pokaźną dawkę składników pokarmowych. Poza dużą zawartością białka i tłuszczu, siara jest bogatym źródłem witamin i składników mineralnych. Pobranie siary najczęściej pozwala na zgromadzenie zapasu tych dwóch ostatnich w wątrobie cielęcia nawet na pierwsze kilka tygodni życia. Dopełnieniem składu siary, który dodatkowo czyni ją tak ważnym pokarmem dla cielęcia, jest zawartość tzw. związków biologicznie aktywnych, takich jak hormony, cytokiny, czy biologicznie aktywne peptydy. Związki te wspomagają pracę oraz stymulują rozwój wielu jeszcze nie w pełni rozwiniętych narządów w organizmie cielęcia.

Minimum 4 litry siary

W celu uzyskania efektywnej obrony przed chorobotwórczymi mikroorganizmami ilość krążących we krwi cielęcia immunoglobulin w pierwszej dobie życia powinna wynosić nie mniej niż 10 g/litr. Uzyskanie tak dużego stężenia przeciwciał we krwi wymaga pobrania przez cielę w pierwszych godzinach życia wraz z siarą 200 g immunoglobulin. Aby być pewnym, że taka (lub przynajmniej zbliżona) ilość przeciwciał zostanie pobrana przez cielę, powinno ono otrzymać 4 litry siary w pierwszych 6 godzinach życia. Jeszcze lepszym rozwiązaniem jest podanie całej wspomnianej dawki, tj. 4 litrów, do ukończenia 2 godziny życia. Postępowanie takie sprawia, że immunoglobuliny siarowe trafiają do przewodu pokarmowego cielęcia w okresie, kiedy ich wchłanianie do krwi jest najbardziej efektywne. Wydajność tego procesu zmniejsza się bowiem znacznie z każdą godziną po urodzeniu i praktycznie zanika w 24 godzinie życia.

Pomimo tego, że podawanie cielętom 4 litrów siary jak najszybciej po urodzeniu staje się coraz powszechniejszą praktyką w świecie, u wielu hodowców wciąż pokutuje przekonanie, że dawka 2 litrów siary w pierwszych godzinach życia jest wystarczające dla utrzymania zadawalającego stanu zdrowia cielęcia w okresie pierwszych tygodni życia. O ile dawka tak często jest wystarczająca do pokrycia zapotrzebowania cielęcia na przeciwciała, to równie często tego zapotrzebowania nie pokrywa.

Podanie cielęciu 2 litrów siary dostarcza mu odpowiednią ilość przeciwciał tylko i wyłącznie wtedy, gdy ich zawartość w jednym jej litrze wynosi 100 lub więcej gram, a więc jest to siara bardzo, ale to bardzo dobrej jakości. Niestety tak duża zawartość immunoglobulin w siarze wysokowydajnych krów nie jest zbyt częsta. Stąd też uzasadnione jest rutynowe podawanie cielętom większych jej objętości od standardowo przyjętych 2-2,5 litrów.

Dla lepszego zobrazowania, jeżeli siara uzyskana od krowy jest siarą gorszej jakości i zawiera np. 40 g immunoglobulin w 1 litrze, to dla uzyskania pożądanego pobrania immunoglobulin cielę powinno otrzymać jej 5 litrów w pierwszych godzinach życia (wymagane pobranie 200 g/40 g w 1 litrze = 5 litrów).

Podawanie cielętom dużych objętości siary w pierwszych godzinach życia jest więc polisą ubezpieczeniową dla hodowcy, która upewnia go, że nawet jeżeli siara uzyskana od krowy nie jest zbyt bogata w przeciwciała, cielę otrzyma ich odpowiednią ilość.

Siaromierz – zalety i wady

Powszechnie stosowanym sposobem upewnienia się, że cielę otrzyma odpowiednią ilość immunoglobulin w pierwszych godzinach życia, nawet jeżeli jej dawka nie przekracza 2-2,5 litra, jest kontrola jej jakości siaromierzem. Podanie cielęciu „tylko” 2 litrów siary, lecz siary bardzo dobrej jakości, w przeważającej ilości przypadków pozwala na pełne pokrycie zapotrzebowania cielęcia na tzw. odporność bierną. Niestety ta popularnie stosowana metoda ocena jakości siary jest często obarczona dużym błędem.

Dla precyzyjnego pomiaru za pomocą siaromierza temperatura siary powinna wynosić 20-25°C, co jest trudne do zrealizowania w praktyce. W rezultacie pomiar jakości siary siaromierzem często wykonuje się, gdy jest ona zbyt ciepła lub zbyt zimna, co sprawia, że uzyskany wynik jest nierzadko obarczony błędem (im zimniejsza siara tym lepszą jej jakość wskazuje siaromierz !). Jeżeli przed wykonaniem pomiaru siarę przelewa się do specjalnie przeznaczonego do tego celu naczynia, to pomiar powinno wykonać się dopiero po kilku minutach, tj. gdy płyn „osiądzie”. Niestety, najczęściej na ten ważny punkt procedury oceny jakości siary siaromierzem nie ma zbyt dużo czasu w wirze pracy w oborze. Ponadto, wynik uzyskany siaromierzem pozwala prawie wyłącznie na określenie czy siara jest dobrej, czy też złej jakości. Nie pozwala na bardziej precyzyjne oszacowanie ilości znajdującej się w niej immunoglobulin. W efekcie (biorąc pod uwagę mnogość czynników wpływających na ostateczny odczyt) siara oceniona na bardzo dobrą (zielone pole na siaromierzu) może zawierać zarówno ponad 100 gram immunoglobulin w 1 litrze, jak i tylko 50 gram. Tak więc, nawet rutynowe stosowanie siaromierza często nie zapewnia uzyskania odpowiedniego pobrania immunoglobulin przez cielę, jeżeli dawka podanej mu siary to standardowe 2 litry.

 

Niestety, dla wielu hodowców stosowanie siaromierza jest częstym kontrargumentem do podawania cielętom większych (3-4 litry) objętości siary już w pierwszym odpoju („Po co mam kłopotać się z odpojeniem cięcia dużą ilością siary, skoro podając 2 litry siary bardzo dobrej jakości pozwoli mi na osiągnięcie tego samego efektu”). Osoby takie często nie biorą pod uwagę tego, że podanie cielęciu 2 litrów nawet bardzo dobrej jakości siary może być niewystarczające dla pokrycia zapotrzebowania cielęcia na immunoglobuliny, gdy jest ona podana zbyt późno, masa urodzeniowa ciała cielęcia jest bardzo duża, lub jest to cielę pochodzące z trudnego porodu, u którego efektywność wchłaniania immunoglobulin z przewodu pokarmowego może być niewielka.

Pomimo często pozostawiającej wiele do życzenia dokładności oceny jakości siary w warunkach obory, jej rutynowa ocena powinna być standardową procedurą w każdym gospodarstwie trudniącym się produkcją mleka. Pozwala ona na wyselekcjonowanie i podawanie cielętom tylko najlepszej siary, jaką w danym stadzie uzyskuje się od krów (lub w drugą stronę, na niepodawanie cielętom siary bardzo słabej jakości). Należy brać pod uwagę jednakże ograniczenia i możliwe błędy wynikające ze stosowania do tego celu siaromierza, szczególnie jeżeli dążeniem gospodarstwa jest odchów naprawdę zdrowej i dobrze rosnącej młodzieży hodowlanej.

Wspomnianych błędów wynikających ze stosowania siaromierza można uniknąć oceniając jakość siary za pomocą refraktometru BRIX. Urządzenie to pozwala na bardzo szybką oraz dokładną ocenę jakości siary niezależnie od jej temperatury. Jest również dużo bardziej przyjazne w użyciu, w porównaniu do siaromierza, a jego zakup nie jest obarczony dużymi kosztami.

Programowanie metaboliczne

Chociaż żywienie cieląt siarą jest rozpatrywane przede wszystkim w aspekcie pokrycia ich zapotrzebowania na immunoglobuliny, siara to nie tylko przeciwciała wspomagające (a nawet umożliwiające) funkcjonowanie ich układu odpornościowego. Poza immunoglobulinami, siara zawiera szereg składników biologicznie aktywnych, takich jak hormony, biologicznie aktywne peptydy, czy cytokiny. Ich pobranie ma niebagatelny wpływ na rozwój organizmu cieląt nie tylko w pierwszych tygodniach życia, ale także w późniejszym jego okresie.

Wyniki badań wskazują, że im więcej wspomnianych związków pobierze wraz z siarą cielę w pierwszych godzinach życia, tym efektywniej jego organizm będzie wykorzystywał składniki pokarmowe. Mechanizm tego pozytywnego oddziaływania siary na rozwój organizmu cieląt, który coraz częściej określa się mianem programowania metabolicznego (ang. metabolic programming), nie jest do końca wyjaśniony. Niemniej jednak zwiększenie dawki siary w pierwszym odpoju z 2 do 4 litrów pozwala na uzyskanie większych przyrostów masy ciała cieląt w okresie odchowu nawet o ponad 100 g/dzień. Ponadto, wyniki badań wykazały, że cielęta otrzymujące duże dawki siary w pierwszym odpoju chętniej pobierały paszę starterową oraz lepiej ją wykorzystywały, a także produkowały więcej mleka jako krowy. Podanie cielęciu jak największej ilości siary w pierwszych godzinach życia ma więc wiele innych mocnych uzasadnień.

 

Wpływ ilości podawanej siary w pierwszym odpoju oraz ilości podawanego mlekaw okresie odchowu na przyrosty masy ciała cieląt (Soberon i Van Amburgh, 2011; J. Dairy Sci. 94, E. suppl., s. 69).

Sonda – niedoceniane narzędzie

Podanie cielęciu 4 litrów siary w pierwszym odpoju znacznie ułatwia stosowanie sondy żołądkowej. Przed rutynowym stosowaniem tego urządzenia wciąż wzbrania się wielu hodowców. Najczęściej jest to wynik ich złych doświadczeń z podawaniem cielętom siary tą metodą. Niemniej jednak ci, którzy opanowali technikę i odważyli się rutynowo podawać cielętom siarę za pomocą sondy, najczęściej deklarują, że nie zamierzają wracać do żywienia cieląt tą paszą z wiadra lub butelki. Głównym argumentem, który pada z ich ust za żywieniem cieląt siarą sondą, jest zdecydowana poprawa stanu ich zdrowia, od momentu zmiany procedury podawania tej paszy.

Poza możliwością podania jednorazowo dużej objętości siary, a co za tymi idzie dużej ilości immunoglobulin i składników biologicznie aktywnych, stosowanie sondy żołądkowej pozwala na bardzo szybkie odpojenie cielęcia jej pierwszą porcją, już w pierwszych kilkunastu minutach życia. Tak szybkie podanie siary cielęciu po urodzeniu najczęściej nie jest możliwe, gdy podaje się ją z butelki lub wiadra, ze względu na zbyt słaby odruch ssania u cielęcia tuż po urodzeniu.

Szybkie podanie siary znaczne zmniejszenie prawdopodobieństwa wystąpienia u cielęcia tzw. niedoboru odporności biernej, czyli zbyt małego stężenia immunoglobulin we krwi dla efektywnej obrony organizmu przez chorobotwórczymi drobnoustrojami. Ponadto sprawia, że cielę otrzymuje pierwszą porcję składników pokarmowych bardzo szybko po urodzeniu, co jest również nie bez znaczenia dla jego zdrowia, zwłaszcza w okresie niskich temperatur powietrza. Co również istotne, a zapewne dla wielu hodowców jest to jeden z ważniejszych argumentów przemawiających za podawaniem cielętom siary sondą, to to, że taka metoda jej skarmiania znacznie zmniejsza ilość czasu, jaką musi on poświęcić na wykonanie tej czynności. Po co spędzać kilkanaście minut na odpajanie cielęcia siarą z butelki, lub wykonywać tę czynność dwa lub trzy razy, skoro podobny, a nierzadko lepszy efekt można uzyskać podając siarę raz za pomocą sondy?

Należy nadmienić, że w przypadku stosowania sondy żołądkowej, błędem jest podawanie siary w ilości mniejszej niż 3 litry, a przynajmniej w przypadku cieląt rasy hf. Podawanie siary sondą sprawia, że część jej porcji może wylewać się do przedżołądków. W takiej sytuacji siara dostaje się do jelita cienkiego z pewnym opóźnieniem, a co za tym idzie, zawarte w niej immunoglobuliny są wchłaniane mniej efektywnie. Ten negatywny aspekt stosowania sondy żołądkowej skutecznie niweluje podawanie 4 litrów siary w jednej dawce. Oczywiście, w przypadku cieląt z małą urodzeniową masą ciała lub cieląt mniejszych ras bydła (Jersey), za dużą dawkę siary należy uznać 2,5-3 litra.

 

Przechowywanie siary do poprawki

Jakość i ilość podanej siary nie są jedynymi czynnikami, które decydują o ilości krążących we krwi cieląt przeciwciał. Niebagatelne znaczenie w tym zakresie ma sposób postępowania z siarą, w tym jej przechowywanie do momentu podania cielęciu. Niestety, wyniki badań wskazują, że w siarze podawanej cielętom najczęściej znajduje bardzo duża ilość bakterii, często przekraczająca 100 000 jednostek formujących kolonie (ang. CFU)/ml. Tak duża ich ilość znacznie zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia chorób u cieląt po jej pobraniu, zwłaszcza biegunek, a także zmniejsza wchłanianie pobranych z siarą immunoglobulin z przewodu pokarmowego do krwi.

Wiele mikroorganizmów, w tym chorobotwórczych, naturalnie znajduje się w siarze. Ich ilość jednakże nie przekracza 35 000 CFU/ml. W efekcie rzadko prowadzi do rozwoju choroby u cielęcia. Zdecydowana większość bakterii dostaje się do siary w wyniku niedostatecznej higieny doju krów (np. brak czyszczenia wymion przed dojem), nieodpowiedniej czystość stosowanego do jego przechowywania sprzętu (np. brudne wiadra), lub też w skutek wykorzystania w żywieniu cieląt siary od krów z klinicznymi lub podklinicznymi stanami zapalnymi wymienia.

Bardzo częstą przyczyną dużej ilości bakterii w siarze jest jej nieprawidłowe przechowywanie. Duża zawartość składników pokarmowych w siarze sprawia, że jest ona szczególnie atrakcyjną pożywką dla bakterii, w której w sprzyjających warunkach mogą rozmnażać się w bardzo szybkim tempie. W siarze pozostawionej w temperaturze pokojowej ilość bakterii może zwiększyć się nawet trzykrotnie w ciągu 20 minut, tj. do poziomu ok. 300 000 CFU/ml. Aż strach pomyśleć, ale w pozostawionej w wiadrze przez 1 godzinę siarze, zanim zostanie ona podana cielęciu, może znajdować się ponad 1 000 000 CFU bakterii !

Biorąc pod uwagę to, że od momentu zdojenia siary od krowy do momentu podania cielęciu upływa najczęściej kilkanaście, a nierzadko kilkadziesiąt minut (!), bakterie mają mnóstwo czasu na powiększenie swojej „rodziny”. Jeżeli dodatkowo siara została zdojona do niezbyt czystego wiadra lub bańki, lub higiena doju pozostawiała dużo do życzenia, to ilość bakterii w siarze w momencie podania cielęciu może być niewyobrażalnie duża.

Najskuteczniejszym sposobem przerwania wspomnianego, bardzo szybkiego tempa namnażania się bakterii w siarze, jest jej szybkie podanie cielęciu, zaraz po zdojeniu od krowy. Jeżeli jest to niemożliwe, siara powinna być jak najszybciej schłodzona do 4°C i do momentu podania cielęciu przechowywana w lodówce. W taki sposób może ona być przechowywana nawet przez okres 6-7 dni. Po wstawieniu do lodówki temperatury siary zmniejsza się do 15°C już w ciągu 30 minut, co zmniejsza tempo rozmnażania się bakterii 7,5 razy.

Niestety statystyki wskazują, że ponad połowa porcji siary zdojonych od krów jest pozostawiana w temperaturze otoczenia przez przynajmniej jedną godziną do momentu podania cielęciu. Co więcej, zdojona siara jest bardzo często przelewana z jednego naczynia do drugiego, zanim zostanie podana cielęciu, przez co znacznie wzrasta prawdopodobieństwo jej zanieczyszczenia chorobotwórczymi mikroorganizmami, takim jak np. Escherichia coliStaphylococus aureus, czy Streptococcus spp.. W efekcie, podanie cielęciu nawet siary bardzo dobrej jakości, często zamiast zwiększać jego szanse na utrzymanie dobrego stanu zdrowia w pierwszych tygodniach życia – zmniejsza je.

Uwaga na siarę z banku siary

Co bardzo istotne, problem dużej zawartości bakterii dotyczy nawet 70% porcji siary przechowywanych w tzw. banku siary. Tak więc czystość mikrobiologiczna siary trafiającej do banku siara, tj. najczęściej siara starannie wyselekcjonowanej i bogatej w immunoglobuliny – również bardzo często pozostawia wiele do życzenia !

Wraz ze wzrostem ilości bakterii w siarze, zwłaszcza bakterii E. coli, zmniejsza się efektywność wchłaniania immunoglobulin z przewodu pokarmowego cieląt. Podawanie cielętom siary nawet najlepszej jakości, ale zawierającej dużo bakterii, może nie przynosić zadawalających efektów nie tylko ze względu na możliwość ich zakażenia się nimi, ale także mniejszą efektywność wchłaniania immunoglobulin siarowych do krwi. Z drugiej strony, wszelkie czynności pozwalające na zwiększenie sterylności podawania siary cielętom, takie jak zamrażanie siary w starannie umytych, a najlepiej zdezynfekowanych naczyniach, dbanie o czystość sondy żołądkowej, czy też bardzo szybkie zamrożenie siary po zdojeniu od krowy, potencjalnie zwiększają ilość krążących we krwi cieląt przeciwciał.

Warto również nadmienić, że bardzo duży wpływ na ilość znajdujących się w siarze bakterii może mieć sposób rozmrażania siary zgromadzonej w jej banku. Wykonywanie tej czynności szczególnie często pozostawia wiele do życzenia, chociaż należy przyznać, że nie jest to czynność łatwa do wykonania w warunkach obory. Niemniej jednak, pozostawienie pojemnika z zamrożoną siarą na zbyt długi okres czasu w ciepłej wodzie w celu rozmrożenia, lub jej mieszanie niezbyt czystą ręką, może prowadzić do znacznego zwiększenia ilości znajdujących się rozmrożonej siarze bakterii, zwłaszcza jeśli ich ilość była już duża zanim została zamrożona.

TopAgrar, Styczeń, Dr Paweł Górka
Katedra Żywienia i Dietetyki Zwierząt
Uniwersytet Rolniczy im. Hugona Kołłątaja w Krakowie

Mastitis, cichy zabójca stada

Mastitis po niepłodności jest drugim czynnikiem powodującym największe brakowanie ze stad mlecznych. Nie można więc lekceważyć tego zjawiska prowadzącego do znacznych strat ekonomicznych zarówno dla hodowcy ale także dla przetwórców.

Słowo Mastitis pochodzi od „mastos” co po grecku znaczy pierś oraz „itis” określającego zapalenie czegoś. Co może być przyczyną powstania zapalenia wymienia? Najczęściej jest to wynik zakażenia przez drobnoustroje, głównie bakterie ale także przez drożdże i grzyby, uraz lub uszkodzenie mechaniczne, podrażnienie przez różnego rodzaju substancje chemiczne. Stopień zapalenia może być bardzo szeroki- od postaci podklinicznych po kliniczne o zróżnicowanym stopniu przebiegu w zależności od stopnia reakcji na czynnik drażniący.

Podkliniczna postać mastitis

Ta forma stanowi największy rodzaj zakażenia, występujący znacznie częściej niż postać kliniczna. Jest chorobą pozostającą w ukryciu i zwykle podczas codziennych czynności jest nierozpoznawalna przez hodowcę (dojarza). Rozpoznanie może nastąpić po badaniach laboratoryjnych. Początkowo następuje wzrost poziomu komórek somatycznych w wydalanym mleku ( tu jest o wiele łatwiej hodowcom prowadzącym Ocenę Użytkowości Mlecznej gdyż podczas comiesięcznych kontroli udoju otrzymują obraz zdrowotności wymienia przez określanie ilości komórek somatycznych). Brak w odpowiednim czasie reakcji powoduje namnażanie się drobnoustrojów w tkankach wymienia czego wynikiem końcowym  jest spadek wydajności mleka oraz pogorszenie się jego jakości.

Głównymi sprawcami podklinicznych postaci mastitis są: gronkowce Staphylococcus aureus i Staphylococcus sp oraz niektóre paciorkowce Streptococcus uberis i Streptococcus agalactiae

Kliniczna postać mastitis

Ta postać zapalenia wymienia cechuje się już widocznymi zmianami w gruczole mlekowym i mleku.

Poszczególne ćwiartki wymienia mogą być zaczerwienione, obrzęknięte lub stwardniałe. W mleku mogą być zmiany zróżnicowane- od strzępek lub kłaczków po surowiczą lub krwistą wydzielinę.

Kliniczną postać mastitis powodują głównie gronkowce, paciorkowce środowiskowe oraz bakterie Coli podobne.  Wśród zapaleń klinicznych, w zależności od jego stopnia wyróżniamy różne jej postacie.

Zapalenia podostre z łagodnymi objawami, niewykazującymi oznak ogólnej choroby. Ćwiartki wymienia są lekko zaczerwienione, cieplejsze, wrażliwe na dotyk. Mleko z zainfekowanych ćwiartek ma niewielkie zmiany w postaci kłaczków i zmiany koloru. Ta postać dość łatwo poddaje się terapii.

Zapalenia ostre cechuje najczęściej nagłe wystąpienie objawów chorobowych poprzez obrzęk i zaczerwienienie wymienia, stwardnienia zakażonej ćwiartki. Mleko z zarażonych ćwiartek ma postać ropnej lub surowiczej wydzieliny. Wydajność mleka spada gwałtownie, pojawiają się oznaki choroby w postaci podwyższonej temperatury, utraty apetytu, podwyższonego tętna. Pojawiają się biegunki, odwodnienia, zalegania, osłabienia, depresje. Ta postać wymaga często stosowania poza lekami MC wspomagania terapii weterynaryjnej ogólnej.

Zapalenia nadostre to rzadsza forma zapalenia ostrego o gwałtownym i bardziej intensywnym przebiegu. Oznakami takiej infekcji jest często szok, posocznica , zwłóknienie tkanki wymienia, ochłodzenia końcowych części ciała często także obserwuje się spowolnienie odruchu źrenicowego. Największym zagrożeniem tego typu zakażeń jest nie tylko konieczność natychmiastowej terapii weterynaryjnej ale to, że wiele krów słabo reaguje na terapię i może dojść do padnięć. Krowy, które poddały się terapii wymagają długiego okresu rekonwalescencji. Problemem jest także to, że są one siewcami patogenów chorobotwórczych mogących infekować krowy zdrowe.

W przypadkach braku bieżącej kontroli poziomu zdrowotności wymienia może dojść do wystąpienia przewlekłego zapalenia wymienia, spowodowanego utrzymywaniem się w dłuższym czasie podklinicznego zapalenia. Charakterystyczne dla tego typu schorzeń jest pojawianie się pojedynczych zaostrzeń, łatwo likwidowanych poprzez terapię MC czy nawet często poprzez stosowanie różnego rodzaju, maści, żeli, emulsji. Efektem końcowym przewlekłych zapaleń są zmiany wielkości i kształtu zainfekowanych ćwiartek oraz obniżenie wydajności mleka.

Czasami spotyka się znaczny wzrost poziomu komórek somatycznych w mleku a badania posiewu są ujemne. Są to często nieswoiste zapalenia wymienia zwane także aseptycznymi. Zapalenia takie spowodowane są najczęściej fizycznymi urazami wymienia, podrażnienia chemicznego a najczęściej poprzez złe funkcjonowanie dojarki mechanicznej. Dłuższe utrzymywanie się tej postaci mastitis może doprowadzić do przejścia w formę podkliniczną lub kliniczną.

Wiele próbek posiewowych mleka wykazywały obecność patogenów mastitis bez wzrostu poziomu komórek somatycznych. Na dziś o takich przypadkach mówimy o zapaleniach utajonych. Zdania o jego niekorzystnych następstwach są podzielone . Najczęściej izolowano patogeny z końcówki ujścia kanału strzykowego i nie stanowiły one zakażenia wewnątrz wymieniowego. Niektórzy sądzą jednak, że w przypadkach uszkodzenia strzyka są one pierwszym ogniskiem chorobowym.

 

Mówiąc o mastitis trzeba powiedzieć o jego gospodarczym znaczeniu. Straty w wyniku tej choroby są zdecydowanie największe, określa się je nawet na dwukrotnie wyższe niż w przypadku chorób związanych z niepłodnością. Poniższe tabele pokazuje straty jakie ponosi hodowca spowodowane przez mastitis (źródło: Current Concepts of Bovine Mastitis. 1996. National Mastitis Council, Inc. Madison)

Dlaczego więc pomimo ponad 60 letnich badań i doświadczeń nie udało się tego zjawiska ograniczyć?
Przyczyny tkwią w szczegółach, które w każdym gospodarstwie są różne.
Kiedy dochodzi do infekcji.
Jeżeli nie jest to następstwo urazu mechanicznego to najbardziej prawdopodobną drogą zakażenia jest kanał strzykowy. Bakterie mogą go pokonać na różne sposoby.

  • bakterie namnażają się w kanale strzykowym pomiędzy kolejnymi dojami i w trakcie doju przenikają do zatoki mlekonośnej, gdzie znajdują doskonałe środowisko do namnażania się, szczególnie jeżeli w wymieniu jest bardzo mało komórek somatycznych.
  • bakterie wnikają do kanału strzykowego na wskutek nacisku na końcówkę strzyka podczas ruchu krowy ewentualnie podczas „popuszczania mleka”.
  • podczas doju mechanicznego w efekcie tzw. zwrotnego opłukiwania strzyka (backflushing) w sytuacji zbyt małego odbioru mleka przez kolektor lub zasysania powietrza przez kubek udojowy.
  • podczas kuracji antybiotykowej przez zbyt głębokie wkładanie kaniuli tubostrzykawki.
  • w wyniku doju krowy zdrowej po krowie zarażonej bez wcześniejszej dezynfekcji urządzenia udojowego.

Te wszystkie drogi zakażenia są do  opanowania przez hodowcę. Ale to nie wszystkie przyczyny zapaleń wymienia.
Dość poważnym źródłem podwyższenia komórek somatycznych w mleku i możliwości pojawienia się podklinicznych stanów zapalnych są czynniki środowiskowe i żywieniowe. Mówimy tu głównie o dobrym zarządzaniu stadem .
System utrzymania ma znaczny wpływ na zdrowotność wymienia. Duże zagęszczenie stada i brak miejsc legowiskowych dla wszystkich krów z czystą ściółką powoduje układanie się krów na gankach gnojowych. Bakterie chorobotwórcze mają bezpośrednią styczność ze strzykami. Stosowanie dippingów poudojowych z tzw. filtrem jest jednym ze sposobów ograniczenia zakażeń, zewnętrznych. Podobnie jest podczas utrzymywania krów mlecznych na „głębokiej ściółce” Tu ryzyko zakażeń jest znacznie większe niż w systemie obór płytkich.

Kolejnym punktem zakażeń jest skażenie pasz mikotoksynami. Toksyny wraz z krwią przedostają się do wymienia. System immunologiczny krowy sam próbuje skutecznie zwalczyć toksyny, powodujące często uszkodzenia komórek sekrecyjnych, tkanki wyścielającej zatoki mlekonośne i kanały mleczne,  . Powoduje to wzrost ilości komórek somatycznych w mleku. Jeżeli ilość leukocytów „skierowana” do zwalczania toksyn jest zbyt mała dochodzi do powstania mastitis. Ustrzec się tego można np. poprzez wybór odmian bardziej odpornych na porażenia fuzaryjne, prawidłowy zbiór roślin pastewnych, stosowanie inokulantów podczas kiszenia pasz objętościowych. W przypadku stwierdzenia (lub podejrzenia)  skażenia pasz mikotoksynami konieczne staje się używanie adsorbentów mikotoksyn.

Kolejnym czynnikiem powodującym wzrost mastitis w stadzie to jałówki remontowe.  Z badań amerykańskich  wynika, że prawie 90% jałówek w wieku 12-24 miesiące może być zakażonych.  Jak dochodzi do infekcji? To jest jeszcze nie do końca poznane, ale przyjmuje się je za  naturalnie siedliskowe, bytujące na skórze, w paszach i ściółce oraz poprzez ssące muchy, bytujące na końcówkach strzyków. Duże prawdopodobieństwo zakażenia jest poprzez skarmianie przez cielęta mleka od krów z mastitis. Do zakażeń może dojść także przez wzajemne ssanie się cieląt (bytujące bakterie w jamie gębowej). Dlatego tak ważnym jest wprowadzenie profilaktyki DC u jałówek wysokocielnych.

 

Podstawowe  drobnoustroje wywołujące mastitis

Mastitis może być następstwem działania ponad 140 różnych gatunków drobnoustrojów od bakterii poprzez drożdże, grzyby, algi mikoplazmy i rzadziej wirusy żyjących na krowie lub w jej środowisku. Dzieli się je na 4 grupy patogenności –zakaźne, środowiskowe, oportunistyczne i inne Najczęstszą przyczyną chorób wymienia są jednak bakterie- gronkowce, paciorkowce i coliforms (E.coli i bakterie pokrewne).

Streptococcus agalactiae– zwany też paciorkowcem bezmleczności, jedynym miejscem jego siedliska jest mleko z zarażonych ćwiartek. Można je także znaleźć na powierzchniach, które miały kontakt z zakażonym mlekiem- dojarka, ściółka, ręce dojarza. Zakażenie może także przenieść się na cielęta pijące zakażone mleko. Przenoszenie patogena zachodzi głównie podczas doju. Jest jednym z najszybciej rozprzestrzeniającego się drobnoustroju. Objawem klinicznym jest zmiana barwy mleka. Są one wrażliwe na penicylinę i można je zlikwidować stosując odpowiednie leczenie. Brak leczenia prowadzi do postaci przewlekłej, której wynikiem jest utrata ćwiartki.

Staphylococcus aureus– potocznie znany jako gronkowiec złocisty najczęściej kolonizuje się w keratynie kanału strzykowego, pęknięcia i uszkodzenia strzyka ułatwiają ich kolonizację. Zakażenie przenosi się głównie podczas doju w przypadku backflushingu (omywania strzyków podczas doju). Przeniesienie patogena może odbyć się także przez używanie ręczników do wycierania wymienia i ręce dojarza. Zainfekowana ćwiartka jest umiarkowanie obrzęknięta i w pierwszych strugach mleka widoczne są strzępki mleka. Opóźnienie w rozpoznaniu i  leczeniu prowadzi do tworzenia się tkanek bliznowatych w ogniskach namnażania się bakterii co utrudnia terapię antybiotykową. W ostrych zapaleniach spowodowanych S. ureus ćwiartki są gorące i obrzękłe a temperatura ciała krowy podnosi się do prawie 40oC (39,4-41,1). Niektóre zakażenia mogą przyjąć postać zgorzelinową a wtedy zakażone ćwiartki stają się zimne.

Wyleczenie przy ostrych zapaleniach staje się  niemożliwe i krowę z takim schorzeniem powinno się szybko wybrakować ze stada by nie dopuścić do szerzenia się choroby w stadzie.

Mycoplasma bovis– jest trudnym do stwierdzenia patogenem gdyż daje ujemny wynik bakteriologiczny w standardowych badaniach. Zapalenie wymienia spowodowane M.bovis charakteryzuje się nagłym wystąpieniem, znaczną redukcją mleka oraz odpornością antybiotykową. Mleko z zarażonych ćwiartek ma postać ropnej wydzieliny. Szybko rozprzestrzenia się w stadzie. Źródłem przenoszenia się zakażenia są najczęściej wielorazowe strzykawki i kaniule. Niewłaściwa dezynfekcja  poudojowa także przyczynia się do rozprzestrzeniania choroby. Jedynym sposobem leczenia jest likwidacja ćwiartki lub ubój zwierzęcia.

Coliforms- to cała grupa bakteri Coli-podobnych z których największe znaczenie ma Escherichia coli i Klebsiella pneumoniae. Są one drobnoustrojami środowiskowymi. Do zakażeń dochodzi głównie na początku i końcu zasuszania oraz w trakcie porodu. Źródłem zakażeń jest głównie niewłaściwe wprowadzanie leków DC, utrzymywanie krów w zasuszeniu w brudnych i wilgotnych miejscach, odbywanie się porody w zakażonych miejscach. W większości są to schorzenia krótkotrwałe i łatwe do wyleczenia. Opóźnienie lub odstąpienie od terapii antybiotykowej może prowadzić do postaci nadostrej kończącej się śmiercią zwierzęcia ( najczęściej w okresie okołoporodowym). Najlepszym sposobem zwalczania Colimastitis jest terapia DC.

Pseudomonas aeruginosa– bakteria środowiskowa występująca w zanieczyszczonej wodzie chociaż spotykana także w zawilgoconej ściółce, glebie i kale. Objawy kliniczne są różne od łagodnych po nadostre ze zgorzelą. Większość przypadków zakażenia ta bakteria przyjmuje postać przewlekłą i jest trudna do antybiotykoterapii. Eliminacja trwale zakażonych sztuk jest najlepszym sposobem walki z chorobą. Dobre rezultaty daje także eliminacja zakażonej ćwiartki.

Nocardia asteroides– zakażenie bakteryjne bardzo oporne na leczenia farmakologiczne, cechujące się stwardnieniami ćwiartki zakażonej z wyczuwalnymi guzkami lub wyczuwalnymi zwłóknieniami tkanek. Prawie wszystkie zapalenia przechodzą w fazę przewlekłą z fazami zaostrzenia, w czasie których dochodzi do powstawania przetok i wycieku zawartości ropnia na zewnątrz. Najskuteczniejsze leczenie to eliminacja ćwiartki.

Drożdżaki –do  zakażenia dochodzi głównie podczas braku higieny udoju, gdyż są to wszędobylskie drobnoustroje. Zaobserwowane kliniczne przypadki ustępują najczęściej samoistnie, natomiast zakażone ćwiartki przez wiele miesięcy są siewcami. Leczenie antybiotykowe jest całkowicie bezskuteczne.

Nie są to wszystkie drobnoustroje jakie powodują powstawanie mastitis i chyba na dziś nikt nie jest w stanie je wszystkie opisać na kilku stronach. Wiele patogenów występuję środowiskowo, ich presja jest różna w różnych środowiskach. Wiele zakażeń można uniknąć stosując monitoring punktów zapalnych, prowadząc dokładną statystykę kolejnych zachorowań, by najczęściej powtarzające się zachorowania móc szybko identyfikować i  zwalczać.

Nie należy rezygnować z terapii DC. Sztuki, które przeszły jakąkolwiek postać mastitis powinniśmy wspomóc leczeniem w zasuszeniu np. poprzez szczepienia. Bardzo ważnym czynnikiem jest higiena przed i poudojowa, często niedoceniana w mniejszych stadach. Sposoby zwalczania i zapobiegania mastitis w kolejnych serwisach.

 

dr inż. Tomasz Soukup

BVD-MD – wirusowa biegunka bydła i choroba błon śluzowych

Już w Księdze Koheleta w Starym Testamencie napisano, że „wszystko ma swój początek”. Podobnie stało się z wirusową biegunką bydła.

W latach 40 ub. wieku (1946 rok) w Kanadzie T.Childs z współpracownikami oraz w USA w Stanie Nowy Jork  Peter Olafson i jego współpracownicy opisali przypadki zapalenia żołądka i jelit połączonych z ciężką biegunką w stadach krów mlecznych. Wiele zwierząt dotkniętych tą jednostką chorobową miało owrzodzenia jamy ustnej i błony śluzowej nosa. Wiele samic utraciło także ciąże. Co najciekawsze, w USA nie zanotowano wzrostu śmiertelności mimo wysokiej zachorowalności a w Kanadzie śmiertelność była wysoka. Prowadzone badania nie wykazały wzrostu żadnych bakterii we krwi lub tkankach zakażonych zwierząt. Badano więc odporność, porównywano z innymi znanymi chorobami o podobnym przebiegu i etiologii. Naukowcy doszli do wniosku, że jest to wirus. Jednostkę tę nazwano wówczas  bydlęcą biegunką wirusową – BVD (bovine viral dirrhoea). Po kilku latach (1953) w stadach bydła mięsnego i mlecznego w USA (stan Iowa, Wisconsin i Minesota, a więc graniczne z Kanadą) Ramsey i Chivers zdiagnozowali jednostkę chorobową o podobnych objawach owrzodzenia błon śluzowych i biegunkach, połączonych z wysoką śmiertelnością. Badania krwi i tkanek ponownie nie wykazały żadnych zakażeń bakteryjnych jednostkę tę zakwalifikowano jako MD (muscosal disease). Badania odporności doprowadziły naukowców do wniosku, że jest to ten sam wirus, który powodował BVD i możliwe są przejścia zakażenia z MD do BDV lub odwrotnie. Prowadzone w tym czasie infekcje doświadczalne (kontrolowane) wykazały, że infekcje w okresie wczesnej ciąży prowadzą do  trwałego zakażenia cieląt, które nie są w stanie wytworzyć przeciwciał przeciwko wirusowi. Urodzone cielęta jeżeli przeżyją są cały czas siewcami. W latach 70 ub.wieku okazało się, że wirus biegunki bydła (BVD) jest ściśle powiązany z wirusem świńskiej cholery i choroby granicznej owiec, a przyczyną ich jest wirus należący do rodzaju Pestivirus z rodziny Togaviruses. Prowadzone systematycznie badania nad tą jednostką spowodowały przeniesienie tego wirusa do rodziny Flaviviriade (1991). W 1994 roku udało się w pełni zidentyfikować genotyp tego wirusa.

Ponieważ lata 70 to czas bardzo dużej wymiany materiały genetycznego między Europą a Ameryką wirus ten szybko znalazł się w Europie. Dzisiaj wiele krajów podjęło się trudu zwalczania tego zakażenia w populacji bydła. Za skuteczność programu kontroli i zwalczania BVD-MD odpowiada niestety w 100%  hodowca, także w zakresie kosztów finansowych. Najważniejsze jest samo zrozumienie skali niebezpieczeństwa tego zjawiska. Dzisiaj oblicza się, że samo wniknięcie wirusa do stada powoduje straty finansowe na poziomie 30-60 euro/zwierzę a koszt zwalczania to około  200-600 euro/zwierzę. W stosunku do innych schorzeń, starty ekonomiczne z powodu wprowadzenia wirusa do stada określa się jako umiarkowane, natomiast kłopoty hodowców wynikające z całego procesu uwalniania stada od siewców są bardzo czaso, pracochłonne i kosztowne. Stąd też samo wprowadzenie programów zwalczania zakażeń wirusem BVD-MD ma kapitalne znaczenie (głównie ekonomiczne) dla prowadzonej hodowli.

Głównym źródłem zakażenia w stadzie są osobniki określane jako PI – trwale zakażone. Zakażenie to rozwija się wyłącznie u płodów w pierwszym trymestrze ciąży (pomiędzy 120 a 140 dniem), kiedy  seroujemna samica zostaje zakażona i dochodzi do transmisji wirusa drogą łożyskową do rozwijającego się płodu. Płód, u którego nie doszło jeszcze do rozwoju kompetencji immunologicznej (produkcji własnych przeciwciał) traktuje wirusa jako własny antygen. Tak zakażone zwierzę wydala (przez wydaliny i wydzieliny) wirus przez całe życie. Miano takiego wirusa jest znaczne i do dalszych zakażeń następuje w drodze kontaktu bezpośredniego.   Zakażenia powyżej 150-180 dnia ciąży mogą rozwinąć się dwukierunkowo: cielę będzie odporne na zakażenie bądź urodzi się z objawami choroby. Często także dochodzi do pojawienia się wad wrodzonych.

Do zakażeń może także dojść podczas zabiegów weterynaryjnych i zootechnicznych- ale są to rzadkie przypadki. Także brak podstawowych zasad higieny  (brak bieżących zabiegów dezynfekcyjnych kojców porodowych) może doprowadzić do rozwoju wirusa. Upadkowość cieląt trwale zarażonych może sięgać nawet 50% w pierwszych 2 latach życia. Ich rozwój jest także ograniczony przez znacznie mniejsze przyrosty ciała.

 

Jak więc rozpoznać, czy nasze stado może być zarażone wirusem BVD-MD?

Najprostszym sposobem są przeprowadzane okresowo badania przesiewowe stada ponieważ w warunkach terenowych zakażenia przebiegają najczęściej bezobjawowo, co utrudnia często nawet postawienie podejrzenia obecności wirusa. Dopiero pojawienie się objawów klinicznych, charakterystycznych dla tego zakażenia   (spadek wydajności mlecznej, wzrost ilości zapaleń wymienia, zahamowanie wzrostu młodzieży, zwiększony udział upadków w grupie młodzieży, wzrost problemów natury oddechowej, pokarmowej i rozrodczej) z dużą pewnością pozwoli zdiagnozowanie jednostki chorobowej. Jednakże to spowoduje już znaczne rozprzestrzenienie się wirusa w stadzie.

Już wielu lekarzy weterynarii posiada testy do oznaczania miana BVD-MD w mleku. Najprostszym sposobem jest wykonanie takiego testu na całym mleku zbiorczym. Wynik pozytywny to dla hodowcy najczęściej ciężka ( i kosztowna) droga.

Jak znaleźć najprostszym sposobem sztuki serododatnie? Doić partiami i pobierać próby. Można wtedy określić grupę krów, którą jest wolna lub zakażona wirusem. Z wyselekcjonowanej grupy należy pobrać mleko indywidualnie. Testem taki jest np. test IDEXX HerdChek® BVDV Ab.

Innym sposobem jest badanie laboratoryjne krwi. Dzisiaj można pulować próby po np.20. Potani to koszty badań bo można ściśle określić grupę  sztuk zakażonych, którą należy już podzielić na mniejsze grupy. Potem niestety należy znaleźć siewcę poprzez kolejne badania.

A jak określić w warunkach terenowych,  bez badań czy nasze stado jest narażone na tę chorobę?

Ponieważ zachorowania o najcięższym przebiegu dotyczą najczęściej cieląt i jałówek należy zwrócić głównie uwagę  na:

  • rodzenie się cieląt słabych i podatnych na infekcje przewodu oddechowego i pokarmowego ( zespół płucno-jelitowy)
  • pojawienie się wad wrodzonych jak wodogłowie, zaćma ( ślepota), braki w owłosieniu, zaburzenia równowagi pourodzeniowej ( związanych z niedorozwojem móżdżku)
  • opóźnienia wzrostu w stosunku do innych cieląt
  • zwiększona ilość zejść śmiertelnych w pierwszym roku życia

Starsze zwierzęta wykazują objawy różnorodne, najczęściej jednak są to:

  • zmniejszony apetyt lub brak apetytu
  • ślinotok, wycieki z nosa, kaszel
  • obniżony wskaźnik zacieleń, ronienia, mumifikacje płodu
  • zmiany w obrębie błon śluzowych ( zaczerwienienia, owrzodzenia, nadżerki).

Jakie są więc źródła zakażenia?

W przypadku stad wolnych od obecności wirusa w stadzie najczęstszą drogą zakażeń jest wprowadzanie nowych zwierząt z zewnątrz ze stad o nieuregulowanym statusie. Tu należy skierować apel do kupujących – żądajcie aktualnych badań w kierunku nie tylko IBR-IPV ale także BVD-MD. Warto czasami zapłacić te 200-300 złotych więcej w momencie zakupu niż ponosić potem o wiele wyższe koszty zwalczania. Tu się kłania stara dewiza, profilaktyka zawsze jest tańsza od leczenia.

Innym sposobem zakażenia są buhaje w punktach kopulacyjnych ( a takie są jeszcze na terenie naszego kraju). Może się zdarzyć, że buhaj mimo że jest seroujemny mógł być zakażony. Badanie tzw. serokonwersji pozwala wykluczyć styczność buhaja z zakażonymi krowami.

Bardzo rzadko zdarza się zakażenie przez obsługę, choć jest to możliwe w przypadku braku podstawowych  zasad higieny. Na przykład: odbiór porodu od sztuki zakażonej i przy braku dezynfekcji odbiór porodu od sztuki seroujemnej. Możliwe jest wtedy przeniesienie wirionów z resztkmi wód płodowych . Na dzień dzisiejszy badanie poziomu przeciwciał BVD-MD wśród krów wysokocielnych raczej nie wchodzi w rachubę w typowym produkcyjnym gospodarstwie.

Do zakażeń może także dojść podczas pastwiskowania bydła i kontaktu sztuk zakażonych ze zdrowymi. Udział w targach i wystawach bydła może stanowić także potencjalne źródło zakażenia, chociaż dzisiaj większość wystaw zwierząt hodowlanych ( organizowanych przez PFHBiPM i regionalne Związki Hodowców Bydła Mlecznego) przeprowadza badania sztuk wystawowych w kierunku IBR-IPV oraz BVD-MD.

 

Co więc zrobić, gdy nasze podejrzenia są o zakażeniu stada?

Przede wszystkim skontaktować się z lekarzem weterynarii, który zweryfikuje nasze podejrzenia. Mimo że choroba ta nie jest , na dzień dzisiejszy, zwalczana z urzędu podlega rejestracji.

Jaką więc wybrać drogę by zwalczyć tę chorobę w naszym stadzie?. Drogi są praktycznie dwie. Pierwsza oparta jest na badaniach serologicznych, kwalifikacji stada na zakażone i nie-zakażone i następnie badaniu zwierząt seroujemnych na obecność wirusa lub antygenu w stadach zakażonych. Jest to droga austriacka. . Drugi sposób zwany szwajcarskim, polega  na badaniu wszystkich zwierząt na obecność wirusa, eliminacji zwierząt PI i późniejszym monitorowaniu stad.

Sposób drugi trwa o wiele krócej, ale wymaga znacznie wyższych nakładów finansowych i dobrej organizacji całego systemu  pobierania i badania dużej liczby próbek w dość krótkim przedziale czasowym.

Dla zobrazowania skali tego problemu mogą świadczyć liczby. W Polsce na podstawie ostatnich kilku lat  badań przeglądowych ( z próbek dostarczonych do analiz) obecność przeciwciał neutralizujących wirus BVD-MD stwierdzono u prawie 83% zwierząt. Najwyższe odsetki dodatnich seroreagentów zanotowano w województwach: kujawsko-pomorskim (98%), zachodnio-pomorskim (93%), wielkopolskim (91%), podkarpackim (92%), podlaskim (93%) i mazowieckim (95%). Najniższy odsetek zwierząt serologicznie pozytywnych stwierdzono w województwie lubuskim (40%) oraz pomorskim (58%). Badania nie wykazały żadnych istotnych różnic w odsetku seroreagentów dodatnich w stosunku do wirusa BVD-MD w zależności od płci badanych zwierząt, przeciwciała występowały u 89% buhajów oraz 83% krów. Istotnym czynnikiem wpływającym na odsetek osobników serododatnich miał wiek  zwierząt. Przeciwciała neutralizujące wirus BVD-MD posiadało 68% krów wobec 32% jałowic.

Na zakończenie

  • nie ma możliwości leczenia BVD, istnieje natomiast możliwość kontrolowania i zwalczania choroby,
  • szczepienie zwierząt nie prowadzi do uwolnienia od choroby gdyż wirus nadal pozostaje w stadzie, zapobiega to jednak rozprzestrzenianiu się choroby, celem szczepień prowadzonych w stadzie  jest tylko i wyłącznie minimalizowanie strat. Ważne jest, że szczepienie zwierząt w stadzie jest nieodzowne w wyeliminowaniu BVD,
  • eliminacja choroby ze stada opiera się głównie na wykrywaniu  i eliminacji osobników trwale zakażonych (PI).

Dr Inż. Tomasz Soukup

Wirus IBR – IPV

Dziwnym trafem Polska zamiast być eksporterem jałówek hodowlanych jest ich znacznym importerem. Szukanie przyczyn tego stanu nie mieści się jednak w tym temacie. To co nas, hodowców najbardziej interesuje to zdrowotność bydła, które zakupujemy – i nie tylko z importu.  Problem wielu chorób wirusowych jakie atakują bydło mleczne i jakie wywołują szkody gospodarcze zainteresował Komisję Europejską, która w sierpniu 2010 roku wdrożyła dyrektywę Rady 64/432/EWG w sprawie dodatkowych gwarancji w wewnątrz unijnym handlu bydłem, odnoszących się do zakaźnego zapalenia nosa i tchawicy bydła. Dotychczas zagadnienia te regulowane były  decyzją Komisji Europejskiej nr 2004/558/WE z 15 lipca 2004 r. Co było przyczyną, że tak wysokie gremium zaniepokoiło się zaistniałą sytuacją i postanowiło ponownie przestudiować poprzednie ustalenia i wprowadzić uzupełnienia szczegółowo opisując sposób badania i całości postępowania w przypadku wewnątrz unijnego obrotu  materiałem hodowlanym?
Powodem były szkody wyrządzane w stadach bydła (nie tylko mlecznego) przez  choroby wirusowe sięgające miliardów dolarów na świecie.

Historia zakaźnego zapalenia nosa i tchawicy zwanego też otrętem bydła ma już ponad 50 lat. Do dzisiaj nie wszystkie przyczyny tej choroby są wyjaśnione w zupełności. Wiadomo na pewno, że wywołuje ja herperwirus (rodzina wirusów pasożytujących na kręgowcach, atakujących DNA zakażonego osobnika) bydlęcy BHV-1. Wspólną cechą wszystkich herperwirusów jest zdolność do wywoływania zakażeń latentnych (utajonych), które pod wpływem określonych czynników mogą ulec okresowej reaktywacji. Czynnikami, które przyczyniają (lub też przyśpieszają) się do reaktywacji zakażenia mogą być przede wszystkim immunosupresja (hamowanie procesu wytwarzania przeciwciał i komórek odpornościowych), zaburzenia hormonalne, czynniki stresogenne, narażenie organizmu na nadmierne promieniowanie UV oraz infekcje wywołane przez inne drobnoustroje prowadzące do osłabienia systemu immunologicznego organizmu.

Bydło mleczne narażone jest na kilka postaci chorobowych otrętu bydła ale najważniejsze z nich to: rozrodcza i oddechowa. W zależności od podtypu wirusa mogą występować objawy ze strony układu oddechowego – zapalenie nosa i tchawicy z zapaleniem spojówek lub ze strony układu rozrodczego – grudkowe zapalenie sromu i pochwy u krów a u buhajów zapalenie żołędzi prącia. Charakterystyczne dla infekcji herperwirusem jest jego bezobjawowe bytowanie w organizmach zwierząt, które przechorowały. Największym problemem jest to, że zwierzę raz zakażone pozostaje nosicielem zarazka na całe życie i jest źródłem zakażenia dla innych zwierząt. Z tego też powodu choroba w stadzie może utrzymywać się przez wiele lat. Podstawową bronią w zwalczaniu wirusa IBR-u jest szczepienie stada a okres jego zwalczania trwa najczęściej tyle ile trwa obrót stada od momentu zakażenia do ubycia ostatniego osobnika z tego okresu – może to być nawet i 10 lat.

Na zakażenie wirusem IBR narażone są wszystkie zwierzęta, niezależnie od wieku. Objawy kliniczne mogą dotknąć całe stado lub jego część, mogą też  pojawiać się one sporadycznie, u pojedynczych sztuk. Zachorowalność w stadzie na wirus IBR dochodzi od 20 do 100 % w ciągu kilku tygodni. Śmiertelność sięga od kilku do kilkunastu procent. Przebieg choroby w stadzie uwarunkowany jest wielu czynnikami głównie jednak poziomem odporności zwierząt oraz zjadliwością wirusa IBR. W złych warunkach zoohigienicznych, przy błędach żywieniowych infekcje mogą rozprzestrzeniać się szybciej. Czas replikacji wirusa jest różny w różnych stadach. Może to być od kilku do kilkudziesięciu godzin.

Jak rozpoznać, że stado jest zainfekowane?

Pierwsze objawy to podwyższona temperatura sięgająca często 41-42oC oraz utrata apetytu. Te objawy dla większości hodowców nie będą kojarzone z tą chorobą. Często też lekarze weterynarii wezwani do gorączkującego zwierzęcia w początkowym okresie zakażenia przyjmą te objawy za chorobę układu oddechowego i podejmą leczenie antybiotykowe.
W późniejszych godzinach od zakażenia pojawiają się kolejne objawy a jest to śluzowy lub śluzowo-ropny wyciek z nosa (zwierzęta wyglądają tak jak by miały katar) oraz wycieki ze spojówek (stwarzające wrażenie jak by zwierzę płakało). Ponadto u samic przy wirusie IBR często pojawia się śluzowo-ropny wyciek z dróg rodnych, często dochodzi do poronień po około 1-2 miesiącach od zakażenia, spada drastycznie wydajność mleczna., U buhajów pojawia się wyciek z napletka oraz nienaturalnie częste obskakiwanie innych osobników.

 

W zakażeniach ostrych może dojść do trudności z oddychaniem oraz ubytków błony śluzowej nosa i jamy gębowej (owrzodzenia). Często także zauważa się bolesność przy oddawaniu moczu (nienaturalnie wygięty grzbiet, szeroko rozstawione nogi, oddawanie moczu małymi partiami, unoszenie ogona).

U cieląt mogą występować stany zapalne dróg oddechowych, gardła i przełyku prowadzące często do upadków, spowodowanych niechęcią do łaknienia i niepobieraniem pokarmów.

Rozpoznanie choroby na podstawie objawów klinicznych powinno być potwierdzone badaniem laboratoryjnym krwi. Ze względu na wirusowa etiologię (pochodzenie) brak jest na dzisiaj jakiegokolwiek swoistego sposobu leczenia. Stosuje się natomiast leki przeciwdziałające wtórnym zakażeniom bakteryjnym.

Jak najczęściej dochodzi do zainfekowania stada?

Jeżeli wykluczymy możliwość infekcji przez wprowadzenie zakażonych zwierząt do stada to inne możliwości roznoszenia wirusa obejmują drogę kropelkową przez kontakt z zarażonymi zwierzętami np. podczas krycia naturalnego w punkcie kopulacyjnym, przez kontakt na pastwisku z zarażonymi zwierzętami, podczas udziału w wystawach zwierząt gdzie nie badano statusu zdrowotnego, wiriony mogą też być  przenoszone przez człowieka mającego kontakt z zakażonymi zwierzętami, inseminację zakażonym nasieniem (bardzo rzadkie zjawisko, gdyż czołowe firmy inseminacyjne już wiele lat temu zainteresowały się tym problemem), transfer zarodków pochodzących od dawczyń zakażonych IBR lub zarodków skażonych wirusem podczas  obróbki, a także wykorzystywanie skażonego wirusem sprzętu i narzędzi.

Jak zwalczać IBR-IPV w stadach?

Najprostszym sposobem była by izolacja zakażonych zwierząt, ale to wiąże się z badaniem całego stada. Wiadomość o stopniu zakażenia prawdopodobnie i tak by wykluczyła usunięcie sztuk zarażonych ze względów ekonomicznych. Na dziś najczęściej stosuje się pełne szczepienie stada. Szczepienie to prowadzi lekarz weterynarii a polega ono na zaszczepieniu całego stada w wieku od 3 miesięcy wzwyż tzw. szczepionką podstawową , dwukrotnie w odstępach 3-5 tygodni , następnie szczepieniem przypominającym po każdych kolejnych  6 miesiącach. W niektórych krajach europejskich dopuszczona jest też szczepionka przypominająca stosowana co 12 miesięcy.

Szczepienia prowadzi się do czasu aż ubędzie ze stada ostatnie zwierze będące nosicielem.

Zgodnie z obowiązującym dziś prawem w Polsce, choroba ta podlega obowiązkowi rejestracji, a koszty jej zwalczania nie są pokrywane z budżetu państwa.

W następnym serwisie o BVD-MD

Dr Inż. Tomasz Soukup

Choroby wirusowe bydła

Wracając pamięcią do roku 1979 i początku  mojej przygody z bydłem mlecznym i czasów uzdrawiania mojej ( w której odbywałem staż produkcyjny- tak  kiedyś było, że po skończeniu szkoły rolniczej odbywało się staże) ówczesnej obory od gruźlicy i brucelozy muszę stwierdzić, że to z czym dzisiaj borykają się hodowcy jest o niebo trudniejsze. Po uzyskaniu stada wolnego od gruźlicy i brucelozy nastały lata spokoju, aż do końca lat 80-tych ub wieku kiedy kolejnym etapem było zwalczanie ebb. Kilka lat minęło nim stado ( w którym wówczas pracowałem) uzyskało status wolnego od enzootycznej białaczki bydła. I znowu nastał czas „spokoju”. Nagle w ubiegłym roku, ni  stąd ni z owąd okazuje się, że w tym samym stadzie jest IBR. Robione cyklicznie przesiewowe badania wykazały jego obecność w stadzie. Zacząłem szukać wszystkiego o tym nowym zjawisku, które było do tej pory tylko tym co dotyczy innych a nie mnie.
Internet jest źródłem bogatej wiedzy na ten temat, jednakże znalezienie czegoś bardzo prosto opisanego często nie jest proste. Nie jestem co prawda lekarzem weterynarii bym mógł państwu przekazać czysto naukowe, udokumentowane wyniki czy też wskazać jednoznaczne kierunki ich zwalczania, ale z tego gąszczu informacji, wraz z administratorem tej strony spróbujemy wskazać główne zagrożenia wynikające z nowej sytuacji w jakiej znaleźli się hodowcy bydła mlecznego.
Wśród wirusowych chorób bydła mających ważne znaczenie dla wyników produkcyjnych mają dziś obecnie znaczenie głównie:  zakaźne zapalenie nosa i tchawicy- otręt bydła (znane jako IBR-IPV) oraz wirusowa biegunka bydła i choroba błon śluzowych (znane jako BVD-MD). Z innych chorób wirusowych, nie omijających naszych stad jest także guzowata choroba skóry bydła ( znane też jako LSD – lumpy skin disease), choroba niebieskiego języka ( zwana też BTV) oraz najnowsza choroba wirus Schmallenberga ( zwany też wirusem SBV).
Dzisiaj krótko o chorobach wirusowych. W następnych serwisach więcej szczegółów.

IBR-IPV – zakaźne zapalenie nosa i tchawicy- otręt bydła

Choroba rozpoznana w latach 60 ub.wieku wywołana przez herpervirus bydlęcy. Początkowo uważano, że jest to schorzenie dotyczące punktów kopulacyjnych jednakże po latach badań okazało się że dotyczy to także całej populacji bydła. Wyróżnia się różne podtypy tego wirusa atakujących układ oddechowy-zapalenie nosa i tchawicy z zapaleniem spojówek, układ rozrodczy samiczy-zapalenie sromu i pochwy, układ rozrodczy samcze-zapalenie napletka i żołędzi prącia. Cechą tego wirusa jest to, że zwierzę raz zakażone pozostaje nosicielem tego zarazka na całe życie. Dlatego też może się ona utrzymywać w stadzie przez wiele lat. Źródłem zakażenia poza sztukami w stadzie będącymi siewcami są także czynniki zewnętrzne jak dzikie przeżuwacze i kleszcze. Możliwe jest także zakażenie przez kontakt osób przebywających w stadzie zakażonym.

BVD-MD wirusowa biegunka bydła i choroba błon śluzowych

Choroba rozpoznana w ponad 60 tal temu w Kanadzie jako wirusowa biegunka bydła. W późniejszym czasie zaobserwowano także drugie objawy, zapalenie i nadżerki na błonach śluzowych. Dziś choroba ta rozprzestrzeniała się na cały świat. Problemem jest bezobjawowość zarażenia co często prowadzić może do błędnej diagnozy. U zwierząt dorosłych choroba atakuje przewód pokarmowy- objawiający się zmniejszonym lub brakiem apetytu, często też ślinotokiem, oddechowy- z objawami wycieków z nosa i kaszlem, rozrodczy- nadmiernym wskaźnikiem ronień, mumifikacjami płodu, zwiększonym wskaźnikiem zapłodnień, często także zmianami w błonach śłuzowych w postaci nadżerek i owrzodzeń. Do zakażeń następuje głównie w wyniku wprowadzenia nowych zwierząt do stada, udziału w wystawach ( gdzie nie ma konieczności badania bydła), z kontaktu z innymi zwierzętami na pastwiskach sąsiednich. Często także dochodzi do wprowadzenia wirusa wraz z zakupionymi sztukami cielnymi ( zakażenie płodu). W przypadku obecności siewcy w stadzie do zakażenia wystarczy 1 godzinny kontakt z siewcą. Takie zwierzęta nigdy nie ulegają trwałemu zakażeniu. Zakażeniu trwałemu podlegają płody drogą łożyskową, gdy zakażenie matki nastąpi do 125 dnia  ciąży. Są one do końca życia zakażone.

Guzowata choroba skóry bydła – LSD

Choroba wirusowa po raz pierwszy stwierdzona w Zambii (Afryka) w 1929 roku. Przez wiele lat nie występowała na innych kontynentach ale w 1984 odkryto ją w Izraelu. Dziś jest chorobą zwalczaną z urzędy w wielu krajach Europy ( w Polsce także podlega obowiązkowemu zgłoszeniu). Objawami klinicznymi LSD jest krótkotrwałe podwyższenie temperatury trwające około tygodnia, brak apetytu i niechęć zwierząt do przemieszczania się, czasami ślinotok i wycieki z nozdrzy i worka spojówkowego. Zakażenie przenoszone jest przez owady kłująco-ssące. Objawami klinicznymi są guzy o średnicy od 0,5 do 7 cm występujące najczęściej na głowie, wokół oczu i nozdrzy, wypływ z worka spojówkowego i nosa śluzowo-ropny  czasami na gruczole mlekowym a u samców na mosznie. Jednym z objawów jest powiększenie węzłów chłonnych. U samców dochodzi do trwałej lub przemijającej niepłodności. Pękające ropnie powodują wypływ ropny z szewstwem wirusa.

Wirus Schmallenberga – SBV

Jest to najmłodsza choroba wirusowa po raz pierwszy stwierdzona w Niemczech w 2011 roku. Objawy w postaci biegunki, lekkiej gorączki i czasowego spadku mleczności były przemijające. Stwierdzono także przypadki porodów z charakterystycznymi wadami rozwojowymi – wodogłowiem, wrodzoną sztywnością stawów czy zesztywnieniem szyi. Zakażenie powodują owady z rodzaju Kuczmanów.  Na dziś nie ma jeszcze zbyt dużej wiedzy na temat pełnej szkodliwości, niemniej jednak są już stwierdzone przypadki tej choroby w Polsce.

Choroba niebieskiego języka – BTV

Choroba po raz pierwszy zostało rozpoznana w Południowej Afryce pod koniec XIX wieku. W Polsce stwierdzono pierwsze przypadki tej choroby w 2006 roku. Wirus przenoszony jest także przez muchówki z rodzaju Kuczmanów ( podobnie jak SBV). U bydła zakażenie przebiega bezobjawowo a okres jej wylęgania wynosi od 60-90 dni. Objawami jest najczęściej gorączka, ślinotok, zaczerwienienia i obrzęki w obrębie błony śluzowej języka, czasami owrzodzenia w okolicach przyzębia. U krów mlecznych może dojść do łuszczenia się naskórka na strzykach i tworzenie się „suchych” strupów. O wiele ciężej przechodzą tą choroby owce. Największe szkody tej choroby to przedostawanie się wirusa do płodów powodując jego zamieranie lub powstawanie wad rozwojowych. Może dojść do zakażenia płodu także przez naturalną inseminację gdyż wirus występuje też w nasieniu samców.

W następnych serwisach przybliżymy, w miarę naszych możliwości, szerzej każdą z tych chorób, powodujących często znaczne straty ekonomiczne w naszych stadach.

Dr Inż. Tomasz Soukup

Bilansowanie dawki pokarmowej

W zasadzie największe problemy z prawidłowym zbilansowaniem dawek leżę po stronie (niestety) hodowcy. Co jest tego przyczyną? Najczęściej jest to brak wiarygodnych danych z powodu nieprowadzenia wyników użytkowości mlecznej. W Polsce pod kontrolą użytkowości mlecznej pozostaje zaledwie 28% populacji, kiedy to w krajach o znacznie wyższej produkcji sięga on 85 ( Niemcy) czy nawet 90% (Holandia) populacji.
Szacunki Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej  (Rynek Mleka – Wrzesień 2012, dane IERiGR-PIB) wskazują, że w 2012 roku przeciętna wydajność mleczna krów ras mlecznych z populacji masowej osiągnęła stan 5194 kg mleka, kiedy to krowy z populacji aktywnej osiągnęły wydajność  7396 kg mleka. Różnica  blisko 30% (ponad 2 tysiące)  w wydajności mlecznej obu populacji, wyraźnie wskazuje na  możliwy do osiągnięcia przez hodowcę zysk poprzez korzystanie z narzędzi, jakie daje ocena użytkowości mlecznej krów. Ponadto IERiGR podaje, że w 2012 roku średnio w UE-15 przeciętną wydajność mleczną zarejestrowano na poziomie 7125kg, czyli 271kg mleka mniej niż w polskich oborach ocenianych (Analiza i podsumowanie wyników oceny wartości użytkowej bydła w 2012 r. PFHBiPM, Warszawa 2013)
W krajowym systemie OWUB istnieją trzy sposoby prowadzenia kontroli. W systemie A-4 z udojami comiesięcznymi rano i wieczór. W systemie AT-4 z comiesięcznymi naprzemiennymi udojami raz rano, a raz wieczorem. W systemie A-8 z udojami rannym i wieczornym, ale co 2 miesiąc. Czym się różnią te systemy?  Dokładnością danych. Jak wynika z zestawienia PFHBiPM w 2012 roku w zależności od prowadzonego systemu oceny obory uzyskały wydajności: w A-4-8508 kg, w AT-4 – 7003 kg, w A-8 – 6600 kg.

Dodatkowym problemem z bilansowaniem dawek pokarmowych jest brak w ustawodawstwie polskim obowiązującego systemu określania wartości pokarmowej pasz. W przodujących krajach są one prawnie obowiązujące. Za naszą zachodnią granicą od 1997 roku jedynym obowiązującym systemem jest system DLG. We Francji od 1988 roku obowiązuje system INRA. W Holandii taki system to Synchro-Fos (lub SDVE/SOEB). W USA system NRC (rozwinięcie systemu ARC) został opracowany i wdrożony do stosowania przez Narodowy Instytut Badań. Dziwić się należy , gdyż nasz, Polski  system normowania pasz, oparty na jednostce owsianej (skrobiowej) jest najstarszym w Europie, opracowanym i wdrożonym w 1935 roku. Dziś na polskiej scenie paszowej funkcjonują wszystkie systemy i trudno się dziwić rolnikom, że mają problemy z przeliczeniami różnych pasz i stwarza to problemy nie tylko hodowcom ale także żywieniowcom nie posiadającym narzędzi do przeliczenia tych wartości.

Dodatkowym błędem popełnianym przez wielu hodowców jest niedocenianie wykonywania analiz wartości pokarmowych pasz. W poprzednim serwisie przedstawiono tabelkę z energetycznymi wartościami pasz, teraz podajemy ją ze średnimi wartościami zawartości białka. Już wstępna analiza pozwala zauważyć różnice w poszczególnych paszach, sięgające często i 25%. Znaczy to, że możemy w swoim normowaniu, używając średnich wartości, popełnić  błąd sięgający kilku do kilkunastu procent. Jaki skutek pociąga za sobą nie wykonanie wartości pokarmowych pasz objętościowych postaramy się pokrótce określić. ( zakładając, że analiza wartości pokarmowej pasz w laboratorium to koszt od 80 do 200 zł).
Przytoczona w poprzednim serwisie przykładowa dawka  obejmowała tylko wartości energetyczne. Teraz wraz z wartością białka i suchej masy spróbujemy porównać dwie dawki pokarmowe ułożone na minimalnych i maksymalnych wartościach dla białka, energii i suchej masy.

 

Pytaniem, które nasuwa się wielu żywieniowcom jest DLACZEGO u jednych rolników jest wysokiej jakości pasza objętościowa, a u drugich niska? To, moim zdaniem, mentalność. Rolnik czeka, aby mieć dużą masę trawy. Nie zdaje sobie sprawy, że ilość zebranych jednostek pokarmowych z 3 pokosów jest wyższa niż z dwóch, mimo mniejszej masy ogólnej.
Czemu tak się dzieje? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Z kontaktów z hodowcami wynika, że najczęściej to tradycja. Ojciec tak robił i ja tak robię. Nie wnikam w fakt, że czasami (jak w tym roku, kiedy wiosenne warunki pogodowe pokrzyżowały szyki wielu hodowcom) z różnych względów opóźnia  lub przyśpiesza się zbiór. To często jest też wymóg firm świadczących usługi. Przyjeżdżają do jednej miejscowości i chcą zrobić ( by obniżyć koszty transportu) to za jednym zamachem nie patrząc, że u jednego rolnika trawa jest za młoda lub przyjeżdżają, gdy większość traw ( kukurydzy) jest za stara. To niestety, przy brakach technicznego wyposażenia, jest nieuniknioną sytuacją.

Omijając więc błędy w zbiorze spróbujmy przeliczyć dawki pokarmowe po minimalnych i maksymalnych wartościach pokarmowych.
Pamiętajmy, że zapotrzebowanie na białko ogólne dla krowy o masie 650 kg wynosi 440 gram na potrzeby bytowe i  85 gram na każdy wyprodukowany 1 kg mleka. Na energię  przy 650 kg  krowa zużywa 37,7 MJ NEL na potrzeby produkcyjne i 3.17MJ NEL na każdy 1 litra mleka przy standardowych parametrach ( 4,1% tłuszczu i 3,3% białka) . Dla suchej masy zapotrzebowanie jest następujące: na potrzeby bytowe 10 kg sm i na potrzeby produkcyjne 0,35 kg Sm/kilogram mleka.
Zapotrzebowanie dla „naszej” krowy, ważącej 650 kg i produkującej  45 litrów mleka wynosi więc: dla białka 440 +  (45×86)= 4310 g, dla energii 37,7 +(45×3,17)=180,4 MJ NEL i dla suchej masy 10 + (45x 0,35)= 25,7 kg sm.

 

  Dawka przy minimalnych parametrach

 

 Dawka przy maksymalnych parametrach

Nie potrzeba wnikliwego obserwatora, by policzyć koszty różnicy w dawce.
Koszt po zbilansowaniu ( dawki obliczonej na najniższych parametrach)  wzrasta o 2,5 kg śruty sojowej, 2 kg śruty rzepakowej, 2,5 kg wysłodek melasowanych i 1,5 kg śruty pszennej, przeliczając na złotówki to koszt 13,70 zł. Reasumując: to samo mleko można by uzyskać przy koszcie niższym o prawie 14 złotych od krowy dziennie.
Niemniej jednak prosimy wziąć pod uwagę, że przytoczone przykłady były na skrajnych wartościach – a tak przecież się nigdy nie zdarza. Oszczędność na dziennej dawce żywieniowej o 0,20 zł daje w skali roku 73 złote na 1 krowę. 10 krów to już 730 złotych. Przy średniej ze stada 45 krów to kwota ponad 3 tysięcy złotych, które na przykład w przeliczeniu na śrutę sojową dadzą 650 kg białka i prawie 12 tys MJ NEL z których dodatkowo można by wyprodukować 5 tys litrów mleka z białka i 3,5 tys kg mleka z energii. Licząc tylko te 3500 kg mleka po średniej cenie 1,20zł daje to dodatkowy przychód 4200 złotych, odliczając koszt zakupu soi to czysty dochód w kwocie1200 złotych. A co jak uda nam się zaoszczędzić 40-50 groszy dziennie?
Czy to jest opłacalne pozostawiamy opinii czytelników.

Dr Inż. Tomasz Soukup


W następnym serwisie o systemach odchowu cieląt. 

O odchowie cieląt inaczej

Pracując w terenie  spotykam się często z problemami w odchowie cieląt. Szukając przyczyn niepowodzeń najczęstszym błędem jaki zauważam jest niedocenianie odchowu cieląt jako przyszłego, pełnowartościowego materiału hodowlanego. W jednym z poprzednich serwisów przybliżyłem jak powinno wyglądać podejście do cieląt. Jak jest w praktyce wszyscy wiemy. Dbamy o krowy bo to wymierny pieniądz co miesiąc a cielę da pierwszy przychód za co najmniej 2 lata więc się okresowo na tym oszczędza zakładając, że „potem  sobie cielę odbije”. Niestety nic bardziej mylnego.
Musimy sobie zdawać sprawę, że cielę, podobnie jak dziecko wymaga szczególnego traktowania. W początkowym okresie to my, rodzice,  decydujemy o potencjalnym, dalszym rozwoju dziecka. Podobnie MUSI przebiegać nasz tok  myślenia o cielętach. Jeżeli na samym początku popełnimy błędy, to wszelkie zaniedbania są już nie do odrobienia w późniejszym okresie.

Idealnym rozwiązaniem było by umożliwienie ocielenia się krowy w indywidualnym boksie porodowym, w którym krowa przygotowała by się do porodu przez okres około dwóch tygodni. W tym czasie możemy zmienić żywienie z zasuszeniowego na laktacyjne. Krowy cielące się „na luzie” mają mniejsze problemy powycieleniowe a cielęta są mocniejsze. Problemem jest czas przebywania noworodka z krową. Z badań wielu naukowców zajmujących się problemami okołowycieleniowymi wynika, że najczęściej więź matczyna zaczyna się mocno uwidaczniać około 20-24 godzin po porodzie. Tak więc w hodowlach wielkostadnych,  z systemem wolnostanowiskowym, najczęstszym terminem odsadzania jest czas między 12 a 18 godziną od narodzin. W tym czasie krowa zajmie się noworodkiem, wyliże je, ono się napije siary tyle ile jest mu potrzebne- ale ścisłej więzi z matką jeszcze nie nawiąże, tak więc odłączenie jego od matki nie będzie dla niego zbyt wielkim stresem.

Co potem?. Indywidualny boks ( klatka) przez okres maksymalnie do 8 tygodnia życia, później boks grupowy ( zgodne jest to z zaleceniami dobrostanu zwierząt). Nowoczesne obory coraz częściej nie mają specjalnych pomieszczeń do odchowu cieląt. Odchów przeprowadza się w klatkach zewnętrznych typu Igloo. Głosy mówiące, że w Polsce, szczególnie zimą są zbyt niskie temperatury by odchowywać cielęta na zewnątrz nijak mają się do rzeczywistości. Cielęta odchowywane  na świeżym powietrzu są zdrowsze, szybciej też zaczynają pobierać pasze stałe.

Wielu zada pytanie, a co w okresie silnych mrozów, przecież nierzadko temperatura zewnętrzna schodzi do -20, -30°C. W okresach niskich temperatur noworodki okrywa się derkami (pledami) a w budkach ( z „wyższej półki”) można zamontować promiennik wysuszający. Ważne jest by ustawione budki nie były narażone bezpośrednio na wiatr, a wejście do budki ustawienie miało najlepiej w kierunku południowym lub południowo-zachodnim.
Często zaraz pojawia się następne pytanie – a jak je poić, przecież jak jest -20°C to zanim się doniesie mleko jest już zimne. Poniekąd jest to prawdą, ale…. Jeżeli pójło przygotuje się  bezpośrednio przed karmieniem i w temperaturze 2 stopnie wyższej to jak się je doniesie do klatki będzie w sam raz. Można to rozwiązać także ( a już w wielu  wielkostadnych oborach tak jest) poprzez zakup tzw. taksówki mlecznej, ewentualnie przygotowanie pójła w izolowanych zbiornikach w których dostarcza się mleko do klatek. Najważniejszą rzeczą w tym czasie jest stosowanie odpowiedniego mleka ( na odpowiedni okres odchowu) oraz prawidłowej proporcji. W okresie niskich temperatur należy także prowadzić pojenie co najmniej 3 krotne.

Co nam daje odchów w budkach typu IGLOO?

Przede wszystkim nie ma konieczności budowania pomieszczeń typu cielętnik czy jałownik. Koszt 1 stanowiska dla cieląt w nowo budowanym obiekcie to nierzadko 3-5 tys. zł. ( w zależności od wielkości budynku, czym mniejszy tym koszt wyższy na 1 stanowisko).  Drugim bardzo ważnym czynnikiem jest utrzymanie higieny. Nowoczesne budki są bardzo łatwe w utrzymaniu czystości. Spokojnie wytrzymują wielokrotne mycie nowoczesnymi, wysokociśnieniowymi myjkami. Ich wielowarstwowe powłoki z wysokiej jakości włókien poliestrowych są niewrażliwe na skoki temperatur. Nowoczesne powłoki, często wzmocnione włóknem szklanym odbijają promienie UV zapewniając komfort w upalne dni, w okresie zimowym ta wielowarstwowa powłoka chroni przed niskimi temperaturami.
Dodatkowo instalowane ( lub będące już wyposażeniem standardowym) w takich budkach systemy wentylacji zapewniają prawidłowa wymianę powietrza zapewniają właściwe warunki zoohigieniczne. Problemem w odchowie zewnętrznym jest najczęściej człowiek, w warunkach zimowych lub letnich jego warunki pracy są cięższe niż w budynkach.
Na pytanie hodowców jaką budkę ma kupić zawsze odpowiadam „każdy by chciał, jeździć mercedesem”, jak Cię stać to sobie go kup.

Podobnie jest z budkami typu Igloo. Są tańsze i droższe a jakość zawsze będzie kosztować.

Dr Inż. Tomasz Soukup

Punktowy Wskaźnik Kondycji lub po prostu BCS

Stan ciała jest odzwierciedleniem rezerw tłuszczowych ciała zgromadzonych  przez zwierzę. Rezerwy te mogą być wykorzystywane przez krowę w okresach kiedy nie jest ona w stanie jeść tyle, aby zaspokoić swoje potrzeby energetyczne.
Wielu za ojca oceny BCS  uważa  Edwarda E. Wildmana z  Uniwersytetu w  Vermont. Czy tak jest, czy też nie, nie zmienia to faktu, że zrewolucjonizował on spojrzenie na krowę. Wiele badań wskazuje, że błędy w żywieniu krów widać po tym, jak ono wygląda. Jak ma wyglądać, postaramy się w tym serwisie przybliżyć.

Każdy hodowca bydła mlecznego ma w swojej oborze krowy, które są zbyt grube lub zbyt chude jak na ich etap laktacji. Brak szybkiej reakcji na odmienny stan powoduje wzrost kosztów produkcji przez leczenie, utratę produkcji mleka,  a także obniżenie płodności.
Wbrew wielu opiniom ocena skali BSC nie jest to zbyt skomplikowana. Można się tego szybko nauczyć, a w późniejszym czasie taka ocena zajmuje  10-15 sekund.
Ocenę kondycji, a z tym oszacowanie rezerwy energii w postaci tłuszczu i mięśni krów mlecznych przeprowadza się w skali BCS, która waha się od 1 do 5 ( w bydle mięsnym do 9), z czego wynik 1 wskazuje na  nadmiernie chudą, a 5 otyłą.
Ocena stanu ciała jest przydatnym narzędziem w  zarządzaniu żywieniem stada. Umiejętna i w miarę szybka reakcja pozwoli poprawić zarówno status produkcji mleka, jak i reprodukcji oraz zdrowia zwierząt. Krowy chude, z  ujemnym bilansem energetycznym, są w stanie wykazać się maksymalną wydajnością w stadzie. Krowy, które są zbyt grube (zapasione) są bardziej podatne na wszelkie  metaboliczne problemy. Rezerwy, które krowa magazynuje w końcówce laktacji,  mogą być wykorzystywane przez krowy w okresach, kiedy nie jest w stanie jeść wystarczająco, aby zaspokoić swoje potrzeby energetyczne. U krów wysoko produkujących, to zwykle dzieje się w okresie wczesnej laktacji, ale może też się to zdarzyć, gdy krowy chorują, są karmione słabą jakość pasz lub z różnych względów spożycie paszy jest ograniczone. Po okresie utraty wagi krowy powinno się żywić bardziej niż stanowią ich wymagania produkcyjne do czasu przywrócenia normalnej kondycji.

Krowy oceniać należy regularnie w celu odzwierciedlenia zmian rezerw tłuszczu w każdym etapie laktacji. Wszystkie krowy powinny być oceniane przynajmniej  4 lub 5 razy w trakcie laktacji- na początku laktacji  (20-30 dzień), w okresie jej szczytu (70-100) dzień, w 5-6 miesiącu ciąży i  w okresie zasuszenia.  Dobrze by było gdyby hodowcy zapisywali wyniki oceny. Pozwoli to na dokładniejsze prowadzenie stada w późniejszych laktacjach .

Jak się do tego zabrać? Trzeba poznać miejsca, które się ocenia i poznać, czego należy poszukiwać.

Rysunek 1. Obszary przydatne do ustalenia wizualnie BCS (Uniwersytet Oklahoma)

Dla porównania  zamieszczamy także rycinę ze skalą BCS (wg W.Kelloga, Uniwersytet Arkansas).Dla porównania  zamieszczamy także rycinę ze skalą BCS (wg W.Kelloga, Uniwersytet Arkansas).

 

Krowy powinna być oceniana zawsze o tej samej porze, w dobrym oświetleniu patrząc z boku na prawą stronę oraz z tyłu oceniając: kręgosłup ze szczególnym uwzględnieniem odcinka lędźwiowego, wyrostków kolczystych i poprzecznych, tworzących tzw. półkę ( niektórzy określają to jako żebra krótkie),  zad ze szczególnym uwzględnieniem nasady ogona i ułożenia sromu, miednicę z guzami kulszowymi i biodrowymi,  górną część kręgosłupa ułożenie żeber, ich kształt , szerokość, odstęp ,ogólne umięśnienie, ogólne otłuszczenie z jakością skóry.
Oceny  jest dość prosta. Naciskamy palcami określone punkty kręgosłupa, kości udowej i guzów kulszowych, określamy umięśnienie lędźwiowych wyrostków poprzecznych , układ żeber z kręgosłupem, szerokość żeber i ich kształt.

Ocena BCS 1

Ta krowa jest wychudzona. Wyrostki lędźwiowe dają wyraźną półkę-z widocznymi z góry poszczególnymi wyrostkami, ostrymi w dotyku. Pojedyncze kręgi kręgosłupa są wyraźnie widoczne. Guzy- biodrowy i kulszowy są ostro zdefiniowane. Zad oraz uda są zapadnięte. Ogon jest zapadnięty i srom jest uwidoczniony.

Ocena BCS 2

Ta krowa jest stosunkowo chuda. Końce krótkich żeber (półki)  mogą być odczuwalne, ale i indywidualne kręgi są mniej wyraźnie widoczne. „Półka” jest wyraźna, ale z góry nie widać wyrostków poprzecznych. Guzy biodrowy i kulszowy są widoczne, ale zad i uda są wypełnione. Obszar wokół odbytu jest mniej zapadnięty i srom mniej widoczny.

Ocena BCS 3

Krowa w średniej kondycji. Wyrostki poprzeczne lędźwi są odczuwane pod lekkim naciskiem. Kręgosłup jest zaokrąglony, kości kulszowe i biodrowe są okrągłe i wygładzone. Nasada ogona  jest wypełniona, ale nie ma widać złogów tłuszczu. Żebra widoczne do 3-4.

 

Ocena BCS 4

Krowa w mocnym stanie. Pojedyncze krótkie żebra mogą być odczuwalne dopiero pod uciskiem. Żebra krótkie są zaokrąglone, półka ledwo widoczna. Grzbiet jest spłaszczony w okolicy lędźwiowej, zad wyraźnie zaokrąglony. Kości nasady ogona są wygładzane a powierzchnia między kręgosłupem a kością kulszową jest płaska. Wokół  kości zadu są już widoczne złogi tłuszczu.

Ocena BCS 5

Krowa otłuszczona. Kości grzbietu, żeber krótkich, guzów kulszowych i biodrowych nie są widoczne. Wyraźne złogi tłuszczu w okolicy kości ogonowej i na żebrach.  Uda mostek, boki i grzbiet wyraźnie okrągły.

Możliwości zbilansowania energetycznego w trakcie trwania laktacji zależą od zdolności zbilansowania dawki pokarmowej. W zależności od prowadzonego systemu żywienia dawki są one mniej lub bardziej zbliżone do ideału, choć takiego nie jesteśmy w stanie zapewnić dla wszystkich krów w stadzie.

To, jak rozkłada się całkowity bilans energii i możliwości jej pobrania oraz jak powinna się kształtować krzywa BCS, przedstawia poniższy wykres:

Krowa po ocieleniu nie jest w stanie pobrać odpowiedniej ilości składników pokarmowych na produkcję mleka. Potrzeby swoje bilansuje zapasem tłuszczu zgromadzonym w ostatnim trymestrze ciąży oraz w okresie zasuszenia. Jak więc wygląda zapotrzebowanie na energię?
Krowa o masie 600 kg na potrzeby bytowe potrzebuje 35,5MJ NEL, przy 650 kg to już 37,7 MJ NEL a przy 700 kg 39,9 MJ NEL.
Na potrzeby produkcyjne 1 litra mleka przy standardowych parametrach ( 4,1% tłuszczu i 3,3% białka) krowa zużywa 3.17MJ NEL.
Z analiz podstawowych  pasz i kiszonek wykonywanych przez autora wynika, że średnia wartość energetyczna jest bardzo zróżnicowana i wynosi:

Przy standardowej dawce pokarmowej i jej średnich parametrach, zakładając, że krowa daje nam 45 kg mleka o parametrach 4,1% tłuszczu i 3,3% białka, obejmującej 30 kg kiszonki z kukurydzy, 15 kg sianokiszonki z traw, 1,5 kg śruty pszennej, po 1 kg poekstrakcyjnej śruty sojowej i rzepakowej oraz 1 kg wysłodek melasowanych krowie dostarczymy 21,5 kg suchej masy. Wraz z nią energii w paszy będzie 150,7 MJ NEL. Zapotrzebowanie jednak jest większe i wynosi: 37,7 MJ NEL na zapotrzebowanie bytowe i 142,7 MJ NEL na zapotrzebowanie produkcyjne. Łącznie zapotrzebowanie wynosi 180,4 MJ NEL. Braki będzie krowa uzyskiwała z zapasów własnego organizmu. Jak więc zbilansować dawkę pokarmową?

O tym w następnym serwisie.

 Dr Inż. Tomasz Soukup

Punktowy wskaźnik kondycji ciąg dalszy

Jeszcze trochę o BCS

OCENA SKALI OTŁUSZCZENIA BCS

(Body Conditio Scores lub po polsku PWK – punktowy wskaźnik kondycji).

O BCS już w poprzednich serwisach napisaliśmy. Jednakże skala błędów, jakie popełnia gro hodowców, związanych z niedocenianiem tego prostego, ale skutecznego systemu kontroli i zarządzania stadem skłoniły nas do ponownego zajęcia się tym tematem. Dzisiaj podeprzemy się także nauką światową.

Współczesne krowy, mimo całkowicie zmienionego typu użytkowania, dalej naturalnie chcą wyprodukować mleko, nawet kosztem własnego organizmu. W początkowym okresie laktacji pobranie energii z pasz zazwyczaj nie pokrywa zapotrzebowania powodując ujemny bilans energii. Energię tą krowa czerpie z tkanek własnego ciała.

U krów mlecznych ujemny bilans energii  (UEB) występuje najczęściej na około 2 do 4 miesięcy po wycieleniu, kiedy podaż składników odżywczych (zwłaszcza u pierwiastek) potrzebnych do życia i laktacji  przekracza zdolność krowy do pobrania odpowiedniej ilości energii z paszy. W odpowiedzi na deficyt energii krowy mobilizują energię pochodzącą z tłuszczu tkankowego. Około 2-4 miesiąca laktacji możliwości pobrania paszy wzrastają do punktu, w którym pobór energii przekracza zapotrzebowanie. Od tego okresu krowy mobilizują nadwyżkę energii na dalszą i następną laktację (Bewley& Schutz. 2008). Ujemny bilans energii we wczesnym okresie laktacji jest normalnym stanem fizjologicznym (wszystkie ssaki mają możliwość konwersji energii ciała na produkcję mleka w okresie laktacji). Wszelkie badania zajmujące się bilansem energii w laktacji powszechnie przyjmują to za normalny stan jednakże czas jego trwania powinien ograniczać się maksymalnie do pierwszych 3 tygodni laktacji. Prawidłowo przygotowane zwierzę w okresie okołoporodowym po tym okresie jest już w stanie pobrać normalną ilość paszy, zapewniając organizmowi konieczną ilość składników odżywczych. Przedłużanie się okresu ujemnego bilansu energetycznego ma ogromny wpływ na wydajność i rozrodczość krów mlecznych. Zbyt długi okres UEB i nadmierna mobilizacja energii z organizmu wydłuża okres przestoju poporodowego oraz zmniejsza skuteczność inseminacji (Butler i in. 1989).

W badaniach de Vriesa (de Vries i in. 2000) nad długością UEB wyraźnie wskazano na opóźnienie rozpoczęcia działalności lutealnej jajników (czyli gotowości do owulacji) przy UEB trwającym ponad 60 dni.
Badania Friggensa (Friggens i inni 2007) pokazały, że istnieje możliwość kierowania środowiskowego i genetycznego stopnia zmian energii ciała. Bezpośrednie zapotrzebowanie na energię jest oparte na indywidualnym zapotrzebowaniu i możliwościach spożycia krów. Indywidualne traktowanie pokarmowe każdej ze sztuk jest w praktyce niemożliwe w dużej populacji (automatyczne stacje żywieniowe mogą obsłużyć 3 do 4 rodzajów pasz a to i tak zawęża nasze możliwości indywidualnego traktowania). W mniejszych stadach, z tradycyjnym systemem uwięziowym, możliwość indywidualnego dokarmiania istnieje – jednakże są to często rozwiązania pracochłonne (konieczność dawkowania wielu rodzajów pasz dla różnych sztuk) lub kosztowne (specjalne automaty żywieniowe).
Badania Butlera i Smitha pod koniec lat 90 ub. wieku wykazały że stopień utraty kondycji ma zasadniczy wpływ na płodność krów.

Dlatego przez wiele lat poszukiwano prostego rozwiązania pozwalającego na bieżące i w miarę miarodajne określenie zaspokojenia potrzeb życiowych i produkcyjnych. Mimo, że za ojca tego typu oceny uważa się Edwarda Wildmana to ponad 25 lat temu w Stanach Zjednoczonych Edmonson ze swoimi współpracownikami ( Edmonson i inni 1989) opracowani system punktowej oceny, opisującej zmiany stanu ciała w ośmiu punktach ciała określanych jako istotne dla przewidywania BCS. Do dziś skala ta jest uznawana przez naukowców, żywieniowców i hodowców jako użyteczna przy dostosowaniu strategii żywienia i zarządzania stadem. Stan ciała określany w skali punktowej jest szeroko akceptowany jako najbardziej praktyczna metoda oceny zmian w rezerwach energetycznych organizmu, mającego diametralny wpływ na zdrowie i produkcyjność u bydła mlecznego.

 

Ocenę wykonuje się na krowie w pozycji stojącej. Ocenie wzrokowej i dotykowej podlega prawa strona ciała oraz tylna część ciał:

  • wyrostki kolczyste i poprzeczne kręgów lędźwiowych,
  • guzy biodrowe i kulszowe,
  • płaszczyznę między guzami biodrowymi i kulszowymi,
  • dół głodowy,
  • okolice odbytu i sromu.

Przy ocenie należy jednak pamiętać, że jest to ocena subiektywna oceniająca podskórne zapasy tłuszczu, ale badania Waltnera (Waltner i wsp., 1994) oraz Bewleya ( Bewley i wsp., 2008) wykazały, że ocena ta może być na tyle dokładna aby ocenić względne ilości mobilizacji tłuszczowej tkanek. Roche (Roche i in., 2009) przypominają jednak, że skala pomiaru BCS różni się w poszczególnych krajach, jednakże zawsze niskie wartości odzwierciedlają wychudzenie a wysokie otyłość.
W związku z tendencjami do utraty lub też gromadzenia nadmiernych zapasów tłuszczu (w zależności od okresu laktacji) należy systematycznie kontrolować skalę BCS. Jak często to robić?. Idealnym rozwiązaniem to co najmniej raz w miesiącu. Dlaczego? Bo to pozwala na optymalne zarządzanie żywieniem w poszczególnych grupach technologicznych w żywieniu opartym o TMR lub na indywidualne żywienie w systemie tradycyjnym. Ponadto kontrola skali otłuszczenia pozwala w późniejszym okresie uniknąć problemów związanych z porodem, przemianą materii, płodnością, racicami czy nawet zdrowotnością wymienia.
Ocenę należy przeprowadzać w dobrym oświetleniu i zawsze w tej samej porze (najlepiej w połowie dnia, między karmieniami). Pomocna do tego jest poniższa tabela opracowana przez Edmonsona.

Pomocnym także, szczególnie dla początkujących, jest graficzne przedstawienie skali otłuszczenia.

Krowy wchodzące w zasuszenie powinny uzyskać średnio 3,5 punktu BCS i powinny je utrzymywać aż do wycielenia. Obniżenie się kondycji w pierwszym miesiącu po wycieleniu nie powinno być większe niż 0,5 punktu.
Warunkiem jest zapewnienie właściwego apetytu krowy po porodzie oraz niezbędnej ilości energii, koniecznej do wzrastającej wydajności mlecznej. Tego przy dzisiejszym poziomie produkcji naszych krów nie jesteśmy w stanie wykonać sami bez pomocy analiz wartości pokarmowych pasz, bez pomocy  programów komputerowych i współpracy z doradcami żywieniowymi.

Wykorzystano:
Berry DP i wsp 2003. Parametry genetyczne, wynik stanu ciała, masy ciała, wydajności mleka i płodności. J. Dairy Sci .,86 , 3704-3717.
Bewley JM & Schutz MM 2008. Interdyscyplinarny przegląd kondycji ciała dla bydła mlecznego. Prof Anim. Sci ., 24 , 507-529.
Butler RD WR & Smith, 1989. Współzależności między bilansem energetycznym i poporodową funkcji rozrodczych u bydła mlecznego. J. Dairy Sci ., 72 , 767-783.
de Vries MJ & Veerkamp RF, 2000.Bilans energetyczny krów mlecznych w odniesieniu do mleka i zmiennych produkcji płodność. J. Dairy Sci ., 83 , 62-69.
Edmonson AJ i inni. 1989. Ciało Tabela punktacji za stan krów mlecznych rasy holsztyn. J. Dairy Sci ., 72 , 68-78
Friggens NC i inni. 2007. Wpływ na bilans energii poprzez profile laktacji:. Dowody genetycznie napędzanych zmian energii ciała J. Dairy Sci ., 90 , 5291-5305.
Waltner SS, McNamara JP, Okonie JK & Brown DL, 1994. Ocena środków pośrednich tkanki tłuszczowej u krów w laktacji. J. Dairy Sci ., 77 , 2570-2579.
Wattiux,A M. Kondycja ciała jako wskaźnik produkcyjności krów mlecznych. Babcock Instytut Badań i Rozwoju Przemysłu Mleczarskiego. University of Wisconsin- Madison. Moduł 4 . Rodzicielstwo i cielęta:45-48 2003.

 Dr Inż. Tomasz Soukup